WEARSO. w Poznaniu

Jeszcze tylko przez tydzień, do 22 października, można odwiedzić WEARSO. pop-up store w Starym Browarze w Poznaniu. To wyjątkowa okazja, by spotkać WEARSO. poza Warszawą, gdzie sklep stacjonuje na co dzień.

Ta marka rozkochała w sobie nie tylko zadeklarowane ekolożki, ale także zwolenniczki wygody i jakości. WEARSO. zbliża do siebie pokolenia,  łamie podziały wiekowe i łączy przedstawicielki odległych od siebie profesji. Noszą ją nastolatki, ich mamy, a nawet babcie. Nierzadko do warszawskiego sklepu na Mokotowskiej przychodzą na zakupy trzy pokolenia. Klientkami WEARSO. są studentki, fashionistki i prawniczki. Mało która marka jest tak demokratyczna.

Przyznacie, że WEARSO. ładnie wpisało się we wnętrza Starego Browaru?

Harel, autorka subiektywnego bloga modowego, tak komentuje najnowszą kolekcję WEARSO. – Na pierwszy rzut oka widać, że Aleksandra Waś nie przepada za półśrodkami. Jeśli dekolt, to bardzo głęboki. Jeśli golf, to sporo powyżej szyi. Oversize wg Wearso. mógłby spokojnie znaleźć się w Sevres. (…) To jest majstersztyk i myśl przewodnia, nie tylko „szare bezkształtne worki”, jak zaskakująco często określa się modę tego typu. Polecam zwrócić uwagę na kunszt odszycia poszczególnych rzeczy. Zauważycie, że np. paski są dopasowane do siebie idealnie. Co znaczy, że już na etapie krojenia zachowano pełną świadomość. Droga Harel – nic dodać, nic ująć.

Sukienka Hush by Wearso. czyli LBD* wg Oli Waś
*little black dress

Najnowsza kolekcja WEARSO. nazywa się FALLING. Projektantka WEARSO. nie przepada za opisywaniem kolekcji. WEARSO. chce się komunikować obrazem, a nie słowem – mówi. Udało mi się jednak namówić Olę, by krótko opisała swoją najnowszą kreację. Choć opis oszczędny jest w słowach, przemawia do wyobraźni, przynajmniej mojej. – W nowej kolekcji Wearso dekonstruuje pozornie odległe od siebie motywy rzymskiej togi oraz francuskiego malarstwa rewolucyjnego, które spotykają się w najbardziej uproszczonej formie kwadratu ze ściętą po skosie podstawą. Forma ta – z jednej strony prosta, z drugiej dynamiczna – staje się punktem wyjścia dla całej kolekcji, jak zwykle zachęcając do poszukiwań własnych sposobów na noszenie poszczególnych elementów.

Własne poszukiwania to wyznacznik filozofii twórczej projektantki Wearso. Kolekcje tworzą bardzo przemyślany, lecz nie hermetyczny koncept, otwierający szerokie pole do zabawy i kreacji.

Sukienka Toga by Wearso. W takiej todze widzę kilka znajomych prawniczek
(przynajmniej na urlopie)

Warto przypomnieć, że ubrania Wearso. wykonane są z organicznej bawełny, która nigdy nie została poddana działaniu środków chemicznych. Dlatego jest dużo bardziej wytrzymała i przyjemna w noszeniu. Wiem coś o tym, bo spędziłam otulona Wearso. niejeden dzień…

Wearso. pop-up store w Poznaniu czeka na Was do 22 października w godz. 10.00-21.00.
Stary Browar, ul. Półwiejska 32, Pasaż Wysoki, przy przejściu z Atrium na Dziedziniec Sztuki.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Magiczny Malbork

W czwartek wieczorem wróciłam z Paryża. Zdążyłam przepakować walizkę i w piątek o szóstej rano wyjeżdżałam do Malborka… Razem z moją przyjaciółką Anią, z którą działamy w fundacji Mówimy obrazami, jechałyśmy na spotkanie z Biedroneczkami, w ramach Bazgroszytowych odwiedzin w szkołach i przedszkolach. Biedroneczki to maluchy, którymi opiekuje się fundacja Szkoła Otwartych Serc – jej ambasadorką jest Agnieszka Cegielska. Zastałyśmy zaledwie cztery Biedroneczki – okazało się, że pozostałe dzieci tak bardzo przeżyły wycieczkę do Gdańska dzień wcześniej, że się pochorowały z emocji… Cztery Biedroneczki i tak były wystarczające, by dostarczyć nam sporą dawkę emocji. Kacper, który nie mógł usiedzieć na miejscu i zdecydować, czy chce rysować, czy nie. Julka, malutka i krucha, zaprezentowała nam cały wachlarz emocji – od płaczu do śmiechu. I wreszcie – Michasia i Oliwka, które z zapałem oddały się rysowaniu. Wprawdzie zapał przerywały małe bójki o kredki, ale były niegroźnie i udało się je załagodzić:)

Malborska wieża Eiffla, w kolorze blue:)

Wizyta u Biedroneczek była zaledwie preludium pobytu w Malborku. W tym samym budynku, w Szkole Podstawowej nr 5, odwiedziliśmy integracyjną klasę 1b. Przywitało nas w niej dwadzieścioro dzieci, które – jak się dowiedziałyśmy – czekały na nas niecierpliwie już od kilku dni. Specjalnie z tej okazji przygotowały dla nas nawet kilka piosenek. Wspólne rysowanie z dziećmi zawsze jest dla mnie mocnym przeżyciem i wielką lekcją pokory. Misją naszej fundacji Mówimy obrazami jest rozwijanie dziecięcej kreatywności. Chcemy, by dzieci miały możliwość nieograniczonego opowiedzenia swojego świata poprzez rysowanie – żeby nikt im nie mówił, że psy nie są żółte, a wieża Eiffla niebieska. Jeśli nie ogranicza się dzieciom wyobraźni, świat należy do nich. A przecież chcemy mieć mądre, zdolne dzieci, które wyrosną na kreatywnych dorosłych? Dostałyśmy od dzieci piękną laurkę – dobrze, że na sam koniec spotkania, bo ze wzruszenia serce stanęło mi w gardle i niewiele już mogłam powiedzieć…

Laurka od pierwszej B

Po kilku godzinach spędzonych z maluchami udałyśmy się do malborskiego zamku. Prawdopodobnie byłam tutaj kiedyś z wycieczką szkolną, ale niewiele z tego pamiętam. Dwugodzinny spacer po zamku z przewodnikiem uświadomił mi, jak wielkim skarbem jest Malbork, ile wydarzeń widziały te mury, ile razy zamek przechodził z rąk do rąk, a przede wszystkim – jakim jest wielkim osiągnięciem architektury i techniki. Chcę tutaj wrócić i dokończyć spacer korytarzami tego największego murowanego zamku na świecie, a na koniec dnia znowu wpaść do Gothic Cafe, gdzie cudowny szef kuchni Bogdan Gałązka wyczarowuje niesamowite potrawy, inspirowane przepisami kucharzy Wielkich Mistrzów. Wprawdzie nie wiem, czy Wielcy Mustrzowie jadali mus chałowy z sosem z czarnej porzeczki i ciasteczkiem  migdałowym, ale ja jadłam i to był mus nad musami!

Bogdan Gałązka i Agnieszka Cegielska na Zamku w Malborku

Zostałam w Malborku do niedzieli, by móc uczestniczyć w sobotnim koncercie charytatywnym przygotowanym przez fundację Szkoła Otwartych Serc. To był wyjątkowy koncert. Po raz kolejny poprowadziła go Agnieszka Cegielska, ambasadorka fundacji. Agnieszka od kilku lat wspiera fundację – to dzięki niej dzieci mają buty i kurtki zimowe, sprzęt rehabilitacyjny i wiele innych potrzebnych rzeczy. Agnieszka ma dar zarażania innych swoją fundacją – w tym roku poprosiła o wsparcie także swoich przyjaciół. Dla niej specjalnie z Warszawy przyjechali Tamara Arciuch i Bartek Kasprzykowski.

Tamara Arciuch, śpiewający anioł

Tamara wystąpiła z przepięknym recitalem. Nie wiedziałam, że Tamara śpiewa. Nie miałam pojęcia, że śpiewa tak pięknie. Ma głos, który dociera do najgłębszych zakamarków serca. Nie ja jedyna płakałam w czasie jej występu… Bartek uruchomił swój warsztat aktorski w trakcie licytacji, którą poprowadził razem z Agnieszką – tak pięknie rozegrali karty, że wyciągnęli z naszych kieszeni ponad 36 tysięcy złotych. Dla małej malborskiej fundacji to suma astronomiczna! Dodam, że pracowali w trudnych warunkach, bo pod koniec licytacji zgasło światło. Jak napisał Bartek na swoim facebooku: Aukcja była owocna i zakończyła się w ciemnościach. Prąd wysiadł, ale w świetle latarek i komórek dokończyliśmy dzieła pomocy dzieciom. Brawa dla ludzi o otwartych sercach!

Duet Doskonały, czyli Aga Cegielska i Bartek Kasprzykowski w akcji:)

Cieszę się, że mogłam – choć w niewielkim stopniu – przyczynić się do tego, by pomóc dzieciom, którymi opiekuje się fundacja SOS. By dowiedzieć się więcej o malborskich otwartych sercach, o tym, jakie są fundacyjne dzieci i o czym marzą ich mamy – obejrzyjcie wzruszający film Maćka Wąsika. Warto mieć w pogotowiu chusteczkę….

Dziękuję bliskim mi osobom, które podarowały rzeczy na charytatywną aukcję – Marcie za Laloushki, Oli z Wearso – za sukienkę i t-shirty, Iwonie z Sisley – za perfumy, Magdzie – za zestawy kosmetyków Nuxe. Moim przyjaciołom z fundacji Mówimy Obrazami – za zestaw Bazgroszytów. Dzięki Wam udało się wylicytować dla dzieci jeszcze więcej. Dziękuję Wam najpiękniej, jak potrafię…

PS. Hasło promocyjne Malborka to “Jeden dzień to za mało”. Spędziłam w Malborku trzy dni i wiem, że jeszcze nie raz tam wrócę… Magda – dziękuję za gościnę. Pani Doroto – dziękuję za dobrą energię. Bogdan – dziękuję za pyszności nad pysznościami. Do zobaczenia!

Z Magdą Marszałkowską z Malbork Welcome Center
fot. Kama Trojak
FacebookTwitterPinteresttumblr

A w Wearso … Harel i nowa kolekcja

Twarzą nowej kolekcji Wearso została Harel. Tego się można było spodziewać. Od kiedy pamiętam Harel zachwyca się Wearso. I nie jest jedyna, ale jest w tym zachwycie wyjątkowa. Powiększają się jej i tak duże już oczy, pojawia się w nich charakterystyczny błysk i najczęściej prezentuje przy tym jakiś ciuszek Wearso, który akurat ma na sobie. A najczęściej ma. Wczoraj spotkałyśmy się na pokazie Krystofa i dumnie zaprezentowała sukienkę z nowej kolekcji. Westchnęła przy tym – A będą jeszcze paski! Oops, nie wiem, czy mogę o tym mówić? No trudno, słowo się rzekło, będą paski i mnóstwo innych niespodzianek, bo kolekcja – choć pojawiła się już na Mokotowskiej 62 – jeszcze się “doszywa” i mają się pojawić nowe wzory i kolory. Fankom eko polecam wizytę w sklepie już dziś, bo wiem, że w ciągu kilku zaledwie dni zniknęły z wieszaków dwa modele. A zatem – kto to pierwszy, ten Wearso!

Latająca Harel, tylko w Wearso!

Na zbliżające się urodziny dostałam w prezencie od Oli sukienkę w kolorze butelkowej zieleni. Długa do ziemi, krótki (choć dłuższy) rękaw, kieszenie! Skromnie powiem, że wyglądam w niej zjawiskowo… Jest uszyta z nowej bawełny – nadal organicznej, z dodatkiem odrobiny więcej elastanu. Dzięki temu jest cieńsza, bardziej lejąca i pięknie modeluje sylwetkę. Sprawia też wrażenie “chłodniejszej”. Myślę, że doskonale sprawdzi się w cieplejszych rejonach naszej planety. Spakowałam ją do walizki – mam zamiar przetestować Wearso pod afrykańskim słońcem. O wrażeniach napiszę po powrocie.

Zielona sukienka, model jeszcze bez nazwy. 
Może przywiozę inspirację z podróży?
FacebookTwitterPinteresttumblr

Świąteczne Wearso

Na myśl o świątecznych zakupach kręci Wam się w głowie? Mi też. Dlatego szerokim łukiem omijam centra handlowe. Szukam miejsc przytulnych, z wyjątkową ofertą, miłą obsługą i przyjemną muzyką… Niewiele jest takich miejsc w Warszawie i dlatego cenię je sobie podwójnie. Zawsze chętnie wpadam do Red Onion przy Szpitalnej – kupiłam tutaj w tym roku kilka kartek świątecznych i śmieszną kaczkę z rogami (dla pewnej “bardzo grzecznej” przyjaciółki). Od niedawna odwiedzam Mysia 3 – przypomina mi londyński department store Liberty (na mniejszą skalę oczywiście). Tutaj mieści się mój ukochany COS (sukienki szyte po prostu na mnie!), kuszący domowymi gadżetami sklep Nap, genialne stoisko Bookoff z kulinarnymi książkami w oryginale (polecam – super ceny!), MUJI pop-up store i kilka innych ciekawych butików. Z tęsknoty za Londynem zaglądam też do Marks & Spencer przy Marszałkowskiej. Tutaj buszuję głównie w delikatesach, ale polecam też M&S jako źródło ciekawych świątecznych gadżetów. I wreszcie – Mokotowska. A tutaj – już na samym początku – czeka Wearso.

 Brunetki, blondynki – Wearso ubiera wszystkie dziewczynki:)

W butiku Wearso spokojnie – gra muzyka, palą się świece, pachną świąteczne pierniczki…  Klientki częstowane są kieliszkiem czerwonego wina – czerwone, bo takie lubi Ola, właścicielka Wearso (blondynka na zdjęciu). Nie mam akurat ochoty na wino, dostaję więc szklankę soku porzeczkowego. W sumie wygląda jak wino, więc czuję się świątecznie:) Wśród świeczek piętrzą się gruszki – korci mnie, żeby zjeść jedną z nich, ale już pochłonęłam kilka pierniczków i uznaję, że smak piernika może zanadto pokłócić się ze smakiem gruszki;) By utwierdzić się w słusznym wyborze, zjadam … jeszcze jeden pierniczek. A co tam! W końcu są Święta!

Pisałam już nie raz, że z Wearso trudno wyjść bez czegoś nowego. Przejrzałam wieszak i stwierdziłam, że już wszystko mam, a to, czego nie mam, jest po prostu nie dla mnie. Dokładnie w tym momencie usłyszałam głos Oli – A tę sukienkę przymierzałaś? Tej jeszcze nie przymierzałam. Wydawało mi się, że to nie mój styl – krótszy tył, dłuższy przód, hmmm – jak to będzie wyglądać? Wygląda dobrze. Czuję się świetnie. Sukienka dołączyła do mojej kolekcji. Taki prezent sprawi radość mamie, siostrze, córce lub przyjaciółce. Merry Wearso!

Zdjęcie zrobione telefonem w lustrze to mój sprawdzony sposób na testowanie nowości
FacebookTwitterPinteresttumblr

Wearso wychodzi z podziemia

Otwarcie nowego butiku Wearso było jednym z najmilszych eventów, na których byłam. Wcale nie dlatego, że pomagałam przy jego organizacji. Bynajmniej. Przyczyniło się do tego wiele osób.

Po pierwsze – Ola, właścicielka i projektantka Wearso. Tworzyła to miejsce swoim sercem – dokładnie tak, jak chciała. O tym, że jest czarodziejką, pisałam w moim pierwszym wpisie o Wearso. Tym razem wyczarowała piękną przestrzeń, w której po prostu chce się przebywać.

Po drugie – goście. Wśród nich styliści, dziennikarze, klientki (obowiązkowo w sukienkach Wearso!) i przyjaciele marki. Wpadło zaledwie kilka znanych osób, ale takich, które rzeczywiście wspierają ekologiczną modę. Wśród nich – Dorota Deląg, Maja Popielarska i Małgorzata Braunek. Nie było tłumu przypadkowych osób. W powietrzu unosiła się atmosfera życzliwości.

 

Dorota Deląg i Ola Waś udzielają wywiadu do Co Za Tydzień TVN 

Po trzecie – partnerzy wydarzenia. Dzięki nim wieczór Wearso był wyjątkowy pod każdym względem. Pyszny poczęstunek przygotowali Joanna i Piotr z restauracji Delikatesy Esencja, ręcznie robione smakołyki – Gosia z Pyszności, strefę chillout – Karolina z Chilli Zet (leżakowanie w Warszawie pod koniec września to prawdziwa gratka), a ekologiczne kosmetyki – za sprawą Zuzy – ufundowała firma Sanoflore. Wydarzenie wspierał także magazyn Slow oraz portal DaWanda (na którym można już kupić ubrania Wearso).

Po czwarte … myślę, że każdy, kto odwiedził Wearso tego wieczoru mógłby dorzucić od siebie jeszcze parę powodów, dlaczego było tak miło. Jak na przykład zrobił to Tobiasz, który bloguje o eventach, czyli polskich pokazach i nie tylko. Szczególnie ubawił mnie jego komentarz dotyczący zaproszenia. Polecam.

Przepiękne zdjęcia z otwarcia Wearso można zobaczyć tutaj. Ich autorem jest Łukasz Bąk.

A tymczasem polecam i zapraszam do nowego sklepu Wearso – mieści się na Mokotowskiej 62. Teraz wejście znajduje się na poziomie ulicy. I choć Wearso wyszło z podziemia, zachowało swój undergroundowy styl. Za to –  i jeszcze za kilka innych rzeczy – uwielbiam tę markę.

PS. Nowe miejsce jest pełne niespodzianek. Szczególnie uważajcie na wielkie lustro. Niby optycznie powiększa przestrzeń. Ale mam podejrzenia, że przenosi również w inny wymiar. Sama o mały włos nie przeszłam na drugą stronę lustra. Żeby nie było, że nie ostrzegałam…;)

FacebookTwitterPinteresttumblr

Do nothing in Warsaw but do come to Wearso!

To już ostatni odcinek opowieści streszczonej w artykule Mapa modnych miejsc, opublikowanym na łamach Viva! Moda nr 2/2012.  O Wearso pisałam już wcześniej, teraz dorzucam więc garść informacji, głównie w związku z nową kolekcją.

Odkryłam tę markę szukając w internecie informacji na temat ekologicznej mody. Wybrałam się do butiku, by skonfrontować wirtualną rzeczywistość z tzw. realem. Było warto – kupiłam biały super wygodny t-shirt. Kolejna wizyta w sklepie? Dwie sukienki z bambusa. Już wiedziałam, że się uzależniłam.

Pracownia Wearso, choć adres ma na modnej Mokotowskiej, mieści się poniżej poziomu ulicy. Miejsce dla wtajemniczonych? Niewątpliwie, choć tych jest coraz więcej, bo podobno już w kwietniu były zapisy na rzeczy z nowej kolekcji, która ujrzała światło dzienne w połowie czerwca. 

Yes, you will come back for another bag, I promise!

W Wearso króluje spokój. To niewątpliwie zasługa Oli Waś, która stworzyła to miejsce. Jestem przeszczęśliwa, bo wreszcie mamy 100%-owe organiczne metki! – wita mnie w drzwiach. Walczyła o ten sklepik wiele miesięcy, jak i o tkaniny, z których szyje swoje projekty – organiczną bawełnę i bambus. W nowej kolekcji zadebiutowała organiczna flanela. Są też nowe kolory, a wśród nich antracyt, gruszkowy sorbet i gołębi błękit, który Ola nazwała kolorem letniej nawałnicy:) Projektantka Wearso tworzy w duchu slow fashion, toteż nowa kolekcja jest ewolucją, nie rewolucją. Obok takich bestsellerów jak sukienka Boof Baf, pojawiły się legginsy, sukienka z peleryną oraz z czterema rękawami. Ja skusiłam się na prostą sukienkę w kolorze bitej śmietany – mniam… Po głowie chodzi mi gruszkowa bombka. Ostrzegam, że ta marka uzależnia. Ale chyba dobrze być uzależnionym od dobrej marki?

Razem z moją przyjaciółką prezentujemy Wearso 
– ja w śmietanowej sukience z nowej kolekcji, Ania w koszulce z sercem z poprzedniej

A to gruszkowa bombka, na którą mam apetyt…

By zobaczyć całą kolekcję Do nothing in Warsaw, kliknij tutaj.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Viva mapa modnych miejsc!

Właśnie ukazał się nowy numer Viva! Moda, a w nim … mój artykuł “Mapa modnych miejsc”:) Z aparatem na ramieniu wyruszyłam na poszukiwanie marek, które dopiero debiutują oraz takich, które działają już od jakiegoś czasu, ale nie są jeszcze powszechnie znane. W efekcie mojej wędrówki powstała krótka (acz treściwa) mapa miejsc, które naprawdę warto odwiedzić.

A w nich między innymi – urocze sukienki, w których zakochują się wszystkie kobiety od pierwszego wejrzenia (bizuu), biżu, w której zakochała się Madonna (Uzerai), rzeczy, w których zakochają się wszystkie ekolożki (Wearso) oraz ozdoby na głowę na specjalne i niespecjalne okazje (licoreese). A także Paryż w Warszawie, czyli Desir Paris.

Ponieważ zwykle w magazynie nie starcza miejsca na opublikowanie całego tekstu, kilka kolejnych wpisów poświęcę w całości miejscom przedstawionym na łamach Viva! Moda. Zatem zaglądnijcie tutaj za parę dni. Do zobaczenia!

FacebookTwitterPinteresttumblr

Mokotowska pachnie Świętami…

Wybrałam się na Świąteczny Spacer po Mokotowskiej. Zapraszała sama Ulka Mokotowska, nie wypadało odmówić.

Zajrzałam najpierw do bizuu. Nie miałam wcześniej okazji wpaść do warszawskiego sklepu, choć ten poznański odwiedziłam już kilkakrotnie. Bizuu kojarzy mi się z pudełkiem czekoladek – słodkie są i sukienki i sam sklep. Oprócz sukienek można tutaj kupić akcesoria Decolove oraz – moje dzisiejsze odkrycie – smakowitą biżuterię Chocokate. Jednym słowem, jeśli ktoś chce osłodzić sobie dzień, powinien odwiedzić to miejsce.

Słodki naszyjnik Chocokate

Idąc dalej Koszykową zajrzałam do butiku Orska. Obejrzałam kolekcję Revolt oraz literowe zawieszki – świetny pomysł na świąteczny telegram. Wystarczy kupić odpowiednie litery i ułożyć z nich życzenia. Warto się pospieszyć, bo dowiedziałam się, że gra w litery cieszy się dużym powodzeniem.

Świąteczny telegram: Merry Orska!

Skręcając z Mokotowskiej w Chopina zajrzałam do Horn & More – tutaj znalezienie prezentu graniczy niemal ze 100%-ową pewnością. Tak było i teraz. Od wejścia kusiła zapachami perfumeryjna ściana. Poddałam się bez walki, choć konkurencja była ostra – vis a vis półek z zapachami dumnie prezentowała się biżuteria, a tej w Horn & More nie brakuje.

Perfumeria w butiku Horn & More

Na zakończenie spaceru wpadłam ze świątecznymi życzeniami do Wearso. W sklepiku małe zamieszanie – wpadają klientki i kupują po kilka sukienek! Wieść o Wearso roznosi się błyskawicznie. Wiem, że są już zapisy na kolejne modele. Towar reglamentowany? Wygląda na to, że po Wearso stoi się w kolejce…

Do świątecznych zakupów w Wearso dostaniesz w prezencie drewniane yoyo
Z przyjemnością przespacerowałam się Mokotowską, choć mroźne powietrze zmusiło mnie do założenia czapki. Odkryłam kilka nowości, tu i ówdzie ucięłam sobie miłą pogawędkę, zrobiłam świąteczne zakupy i  – co najważniejsze – w doskonałym humorze wróciłam do domu. Mamy prawdziwą ulicę zakupową w Warszawie – polecam ją wszystkim tym, którzy nie przepadają za atmosferą centrów handlowych. Grudniowy Warsaw Insider prezentuje Mokotowską pod tytułem The best shopping street in Warsaw. It is!
Warsaw Insider: The best shopping street in Warsaw
FacebookTwitterPinteresttumblr

Czarodziejka z Wearso

Wczoraj wpadłam do Wearso. To moja trzecia wizyta w tym czarodziejskim miejscu. Czaruje w nim Ola, właścielka i projektantka Wearso. Wyczarowuje piękne rzeczy i rzuca dobry urok na każdego, kto ją odwiedzi. Na mnie rzuciła już od pierwszej wizyty. Pierwszy raz zaczarowała mnie pasją do tego, co robi. Siedziałam zasłuchana, a potem przymierzyłam kilka sukienek. Niestety nie mogłam zdecydować się na kolor. Drugi raz wyczarowała dla mnie piękny t-shirt – jest tak miły w dotyku (bawełna organiczna!), że ilekroć go wkładam, po prostu nie chce mi się go zdejmować pod koniec dnia. Wczorajsza wizyta to dwie sukienki z bambusa. Przyszłam do Oli w czarnej sukience, wyszłam w granatowej. Czary?!

 Przymierzam sukienki pod przyjaznym okiem Oli

Warto wpaść do Wearso. Nie tylko po to, by wyjść w nowej sukience. To miejsce ma dobrą energię. Lubię ten rodzaj ocieplonego minimalizmu panujący w pracowni. Zazdroszczę Oli (pozytywnie oczywiście!), że udało jej się znaleźć tak niesamowite miejsce przy Mokotowskiej – jednej z modniejszych ulic zakupowych Warszawy. Podczas, gdy obok rozkwitają witryny rozmaitych butików, Wearso przycupnęło w piwnicy pod numerem 60. Taki mały organic underground. Pilnuje go biały nosorożec. Jakby powiedział Hugh Grant w filmie Notting Hill: “surreal but nice”.

Czarodziejskiej pracowni pilnuje nosorożec 

Znalazłam to miejsce przypadkiem, szperając w internecie. Choć podobno nie ma przypadków. Polecam Wam, byście tam wpadli przy najbliższej okazji – przypadkiem lub zupełnie celowo.

FacebookTwitterPinteresttumblr