The color of October

As I am admiring the beautiful products that make up the limited edition launched this year by Estee Lauder Companies in support of Breast Cancer Awareness Campaign, I can’t help but think about the real cause that brings us all together on the back of it. Me, you, our friends, the founder of BCA Campaign Evelyn Lauder, its longtime Ambassadress Elizabeth Hurley, and so many other women out there that support the campaign, have been through or are prone to be diagnosed with the most common cancer in women worldwide – breast cancer. And, as we learn from recent studies, it’s not just women being affected but men too. I have an aunt diagnosed with breast cancer, everyone I know knows someone that has been, and it seems that today there is no one left not affected by cancer in this way or another.

Yes, you can argue that it is only one month in the year when we wear our pink ribbons and publicly talk about breast cancer. But because we do, I feel like the rest of the year is charged with this positive energy, which spreads the awareness across the other 11 months. Pink is the color of optimism, Barbie, cupcakes, girls, proms and … one of the most trending words on instagram, with nearly 69 million #pink tags. In comparison, #BCAstrength hashtag has only been used 10 thousand times. Estee Lauder Companies will donate 25 dollars to The Breast Cancer Research Foundation for every instagram or twitter post tagged with #BCAstrength. You do the maths.

There is so much more to be done to create the awareness about the cause. So, next time you think about doing something good in your life, pin a pink ribbon to your jacket, donate to Breast Cancer Research or simply have yourself checked up on a regular basis. And, if you’ve done something, however small, to spread awareness about breast cancer, you can share it on the BCA Campaign website (click here). For the first time, BCA Campaign are launching a multimedia project that will be shared globally on World Cancer Day, February 4, 2016. All actions submitted via BCAcampaign.com between October 1 and December 31, 2015 will be eligible for inclusion. The initiative is meant to serve as an inspirational platform and I am sure it will grow over years. You have a chance of being enlisted in its pioneering year and leave your mark. It’s cool to do pioneering things. I just have.

IMG_5082 IMG_5083 IMG_5088 IMG_5099 IMG_5100 IMG_5102 IMG_5103I am proud to have inspired my client, L’enfant terrible restaurant in Warsaw, to include in their menu a dessert in support of BCA Campaign. Proceeds from the sale of yummy Plum in Chocolate created by Chef Michał Bryś, will be donated to support research towards a cure for breast cancer, conducted by the International Hereditary Cancer Centre at the Pomeranian Medical University in Szczecin, an organization supported by the Polish division of Estee Lauder Companies. If you have a chance, visit the ‘Terrible kid” in October, it has just been caught by the radar of the UK Michelin inspectors as one pushing the boundaries. Just sayin’.

Lenfant_terrible_pink_dessert_plum in chocolateScreen Shot 2015-10-22 at 17.37.14

FacebookTwitterPinteresttumblr

A rare find: Central Park Warsaw

I shouldn’t really be sharing this, in fear of having too many people crashing ‘my’ restaurant. But then, life is about sharing, so here it is, enjoy! Central Park Warsaw is a little gem neatly tucked in between a few other inconspicuous places. You won’t stumble across it. You have to know where it is. We read about it somewhere and instantly decided to check it out. It just seemed like our kind of place. It is. It’s small, cosy, friendly, has a short menu, nice decor and … is round the corner from where we live. There is no box it doesn’t tick. Simples.

photo

The food (daily updates on facebook) is invented by the lovely owner Anna – it is fresh, simple, healthy, no fuss. The prices won’t break the bank. The service is very helpful, chatty but does not cross the line. If you happen to be served by Ola, she’ll make your day. The only complaint you might sometimes have is about the heat coming from the tiny kitchen. Unfortunately this has something to do with the admin of the building. Maybe the owners will be able to fix it over time. I take it as part of the package but if you are a fussy person with a tendency to complain, you might want to steer clear of this, otherwise wonderful, place. May I just say, you won’t be missed;)

Address: Belwederska 13, Warsaw. Mokotów. Opposite a park. Naturally.

FacebookTwitterPinteresttumblr

When in London, come to Thai Cottage

Thai Cottage is a family-run institution, serving authentic Thai food right in the heart of London Soho. Unlike many places in the area, this restaurant won’t break your bank, with lunch deals priced at just 5.50 pounds. Being a seafood lover, I always go for prawn dishes. Stir fry prawn with baby corn and spring onion in oyster sauce (£8.75) or prawn in green/red curry paste with coconut milk, aubergine, bamboo shoots & sweet basil (£8.95) are every time safe bets. Thai Cottage curries are smooth, silky and simply melt in your mouth. Stir fries offer just the right texture of prawns and vegetables. If you prefer meat options – try chicken in red curry paste with coconut milk, aubergine, bamboo shoots & sweet basil (£6.95). When it comes to starters, I recommend deep fried fish cakes (£5.50) with home-made chilli sauce or chicken satays (£4.95).

By the way, do not get discouraged by the somewhat vintagey decor – this place is as authentic as it can get and the food will make up for the (possibly) lacking modern design. After all, you are after a good meal at a good price and, trust me, you will not be disappointed.
blogger-image-2004843408
Address: Thai Cottage, 34 D’Arbley Street, Soho/London W1F.
FacebookTwitterPinteresttumblr

Różowe śniadanie w słusznej sprawie

Moja przygoda z Kampanią na rzecz Walki z Rakiem Piersi Estee Lauder trwa już kilka lat. Co roku, na początku lipca, z przyjemnością przyjmuję zaproszenie na śniadanie inaugurujące kampanię. W tym roku było to moje trzecie śniadanie i dwudziesta pierwsza edycja kampanii. Akcja, zapoczątkowana w 1992 roku przez Evelyn Lauder, ma na celu szerzyć wiedzę o raku piersi oraz świadomość, że wcześnie wykryty ma szansę być pokonany. W Polsce Estee Lauder współpracuje z Międzynarodowym Centrum Nowotworów Dziedzicznych przy Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie. Na konto centrum przekazywane są fundusze ze sprzedaży limitowanych edycji kosmetyków Estee Lauder z różową wstążką.

Z Joanną Szymańską z restauracji Oliva 
na śniadaniu inaugurującym tegoroczną kampanię Estee Lauder

W tym roku na konto centrum wpłynie też przelew z restauracji Oliva, z którą mam przyjemność współpracować. W październiku na całym świecie prowadzone są działania na rzecz szerzenia świadomości o raku piersi. W październiku w menu Olivy znajdzie się specjalny różowy deser, przygotowany przez szefa kuchni Łukasza Żuchowskiego. Bardzo jestem ciekawa, co wymyśli? Dochód ze sprzedaży tego deseru zostanie przekazany na rzecz badań prowadzonych przez Centrum Nowotworów Dziedzicznych. To nie będzie olbrzymia kwota, ale w takich sprawach liczy się każda złotówka, a przede wszystkim każdy gest, każde spotkanie, każda rozmowa na ten temat. Dlatego w październiku załoga Olivy, podobnie jak stewardessy na pokładach wszystkich samolotów LOT, będzie też nosić różowe wstążeczki – symbol kampanii na rzecz walki z rakiem piersi.

Bardzo się cieszę, że właścicielom restauracji spodobał się pomysł włączenia się w kampanię w taki sposób. Zapożyczyłam go od brytyjskiego szefa kuchni Toma Aikensa, który każdego roku przygotowuje deser Pink Plate i przekazuje część dochodu z jego sprzedaży na rzecz brytyjskiej fundacji Cancer Research UK. A skoro już o Cancer Research UK mowa, z dumą mogę poinformować, że moja siostra Zahia wzięła w tym roku udział w biegu Race for Life London – Blackheath. Cieszę się, że razem wspieramy tę inicjatywę. To zresztą hasło tegorocznej kampanii: Pokonajmy raka piersi. RAZEM mamy większą siłę.

Plakat promujący 21. edycję Kampanii na rzecz Walki z Rakiem Piersi Estēe Lauder Companies
FacebookTwitterPinteresttumblr

Oliva – podróż oliwnym szlakiem

Od kilku dni delektuję się cudownym smakiem oliwy z Krety, którą można kupić w nowej warszawskiej restauracji Oliva. Kromka świeżego chleba umaczana w oliwie o aromacie świeżej trawy i gorzko-słodkim smaku to prawdziwa uczta… Do tego kieliszek dobrego białego wina – i mamy la dolce vita! Polecam odwiedzić Olivę i wypróbować proponowane przez właścicieli oliwy, sprowadzone z południa Europy – z miejsc, które sami odwiedzili. A jeśli, tak jak ja, rozsmakujecie się w jednej z nich, kupcie butelkę na wynos, by oddać się oliwnym uniesieniom w domowym zaciszu.

Oliva to nowe miejsce na kulinarnej mapie Warszawy. Działa dopiero od dwóch tygodni. Motywem przewodnim menu, skomponowanego przez szefa kuchni Łukasza Żuchowskiego, jest właśnie oliwa. Nie pojawia się w każdej potrawie, ale jest miłym akcentem w restauracyjnej karcie. Warto odkryć to miejsce podczas majowych spacerów Nowym Światem – wystarczy skręcić w Ordynacką, by trafić na oliwny szlak.

Tym, którzy nie spędzają majówki na południu Europy, polecam ucztę w śródziemnomorskim stylu w samym sercu Warszawy. Na przystawkę proponuję esencjonalną zupę z pieczonych pomidorów z kroplą zielonego pesto, na danie główne pyszne domowe ravioli z grzybami w maśle ze świeżą szałwią, a na deser – rozpływający się w ustach czekoladowy fondant… Jeśli odwiedzicie Olivę, podzielcie się koniecznie wrażeniami. Czekam!

Olivę odwiedziła już Restaurantica – polecam ciekawą recenzję na blogu.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Nabo – miejsce dla przyjaciół

Sprawdza się stare powiedzenie – tak blisko, a tak daleko… Nabo działa już od blisko trzech miesięcy, a jakoś nie mogliśmy tam dotrzeć. Mimo, iż mieszkamy tak blisko. Ale… co się odwlecze, to nie uciecze. Dzisiaj wreszcie odwiedziliśmy Nabo. Od progu wpadliśmy w ramiona Uli, która wyściskała nas za wszystkie czasy! To Ula, wraz ze swoim duńskim mężem Steffenem, a raczej Steffen, wraz ze swoją polską żoną Ulą, stworzyli na warszawskiej Sadybie ten skandynawski przyczółek. Przejąwszy sklepik spożywczy (podobno dość szpetnej urody), wykreowali przytulną restaurację inspirowaną Danią. Jest przestronnie, jasno (duuuże okna – lubię to!), trochę industrialnie (ale nie za bardzo), skromnie, ładnie, miło.

Menu w Nabo jest proste, podobnie jak wystrój tego miejsca. Karta jest krótka i królują w niej ryby (coś dla mnie!). Chyba jako jedyne miejsce w stolicy Nabo serwuje popularne w Danii kanapeczki smørrebrød, czyli „chleb posmarowany masłem” z dodatkami – aktualnie do wyboru pasztet, pasta z makreli, czy rostbef z domowej roboty podawany z chutney’em według przepisu rodziny Eriksen. Kanapeczki są znakomite, zupa rybna smaczna, a białe wino bardzo przyjemne (dowiaduję się, że od Marka Kondrata). W karcie jest już zimowa herbata – z imbirem i cytrusami – idealna na leniwe niedzielne popołudnia…

Ula opowiada mi, jak powstawało Nabo. Z jej opowieści bije pasja i ogromna radość, że się udało. A także nadzieja, że skandynawski przyczółek na trwale zagości na warszawskiej mapie kulinarnej. Dzisiejsza frekwencja (wszystkie stoliki zajęte) to zdecydowanie dobra wróżba. Na szczęście nie jest to miejsce hipsterskie (tych już zdecydowanie w stolicy za dużo). Nie ma tu lansu, nikt nikogo nie taksuje wzrokiem. Obsługa jest miła, a goście zdecydowanie z tych, co lubią się zasiedzieć, a nie wpaść po ogień. To miejsce dla sąsiadów, rodzin, przyjaciół. Ma szansę stać się lokalnym Central Perk z serialu Friends. Polecam zdecydowanie i obiecuję, że będę wpadać częściej:)

Współwłaścicielka Nabo Ula
(przepraszam za niewyraźne zdjęcie, ale jest dość ruchliwą osobą:)
FacebookTwitterPinteresttumblr