Proud to be Polish

25 years ago I was sweet sixteen and hanging out with the older boys for the first time, not quite aware of the fact that history was in the making. I did, however, remember two sad and scary looking guys knocking on our door 8 years earlier, on December 13th 1981, the day martial law was introduced in Poland. They walked my dad out of my parents’ tiny apartment, to put him in prison, for his ‘anti-Polish activity’. My mom was 9 months pregnant with my sister (she has long since outgrown me and could be taken for my older sister), I was nine, and it all looked like a scene from a horror movie. I was told I couldn’t stop crying and didn’t quite know what was happening.

Since then I’ve been to many countries and lived in some but today I live in Warsaw and have an overwhelming sense of pride coming from being Polish. I have been blessed to be able to witness this country rise from the past and grow at an enormous speed. Yes, there are things still to be changed and improved. Yes, we need another generation (or two) to fully solidify our quite young democracy. But as a nation we are (and have always been) revolutionary and passionate, and these qualities have pushed us forward, to where we are now.

Today, on the 25th anniversary of the first free democratic elections in modern Poland, saw the launch of the campaign promoting Poland – “Polska. Spring Into New”. It is fronted by photographer Chris Niedenthal, the same one who took the iconic “Czas Apokalipsy” (Apocalypse Now) photograph during martial law in Poland (it was a banner advertising a movie in a cinema called Moscow, with an armored tank in front of it). I couldn’t have thought of a better ambassador for the campaign. I had the honor and pleasure to meet Chris personally very recently and was amazed at the wonderfully young aura about him. In the video he talks about Poles being passionate, full of energy and hard working. And I believe we are. I know many people who are. I am. And I am proud to be Polish. Today more so, than ever…

f7be6_Polska_Spring_Into_baner

25 lat temu miałam szesnaście lat i po raz pierwszy spotykałam się ze starszymi chłopakami, niezupełnie świadoma tego, że obok mnie tworzy się współczesna historia Polski. Pamiętam jednak, że 8 lat wcześniej, 13 grudnia 1981 roku, w pierwszym dniu stanu wojennego, do drzwi moich rodziców zapukali smutni panowie dwaj i zabrali mojego ojca do więzienia, za rzekomo “antypolską działaność”. Moja mama była w dziewiątym miesiącu ciąży z moją siostrą (która już dawno przerosła mnie wzrostem i może uchodzić za moją starszą siostrę), ja miałam 9 lat i podobno bardzo płakałam, nie rozumiejąc, co się dzieje wokół.

Od tamtego czasu minęły lata, zdążyłam odwiedzić wiele miejsc na świecie, a w kilku z nich nawet mieszkać, ale dziś mieszkam w Warszawie i czuję się niesamowicie dumna z tego, że jestem Polką. Mam to szczęście, że żyję w czasach, kiedy mogę być świadkiem tego, jak Polska otrząsa się z przeszłości i zmienia się w oczach. Na pewno jeszcze wiele rzeczy wymaga zmiany. Na pewno potrzebujemy jeszcze jednego lub dwóch pokoleń, by umocnić naszą przecież młodą demokrację. Ale, jako naród, zawsze byliśmy pełnymi pasji rewolucjonistami i te cechy narodowe od wieków pchają nas do przodu. Dzięki nim jesteśmy tutaj.

Dzisiaj, w 25-lecie wolnych wyborów w Polsce, zainaugurowano kampanię promującą Polskę na świecie – “Polska. Spring Into New”. W spocie video pojawią się Chris Niedenthal, ten sam, który w stanie wojennym zrobił kultowe już dziś zdjęcia “Czas Apokalipsy” pod kinem Moskwa, z czołgiem na pierwszym planie. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego ambasadora dla tej kampanii. Miałam zaszczyt i wielką przyjemność poznać Chrisa osobiście zaledwie kilka tygodni temu. Byłam pod wrażeniem niesamowicie młodej aury, jaka mu towarzyszyła. W spocie Chris mówi o tym, że Polacy są pełni pasji, energii i ciężko pracują, by coś osiągnąć. Uważam, że tacy właśnie jesteśmy. Znam wiele osób, które takie właśnie są. Ja jestem taka. I jestem dumna z tego, że jestem Polką. Dziś nawet bardziej, niż zwykle…

FacebookTwitterPinteresttumblr

Tyle naraz świata / So much world all at once

Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata:
moreny, mureny i morza, i zorze,
i ogień, i ogon, i orzeł, i orzech –
jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?
Te chaszcze i paszcze, i leszcze, i deszcze,
bodziszki, modliszki – gdzie ja to pomieszczę?
Motyle, goryle, beryle i trele –
dziękuję, to chyba o wiele za wiele,
Do dzbanka jakiego tam łopian i łopot,
i łubin, i popłoch, i przepych, i kłopot?
Gdzie zabrać kolibra, gdzie ukryć to srebro,
co zrobić na serio z tym żubrem i zebrą?
Już taki dwutlenek rzecz ważna i droga,
a tu ośmiornica i jeszcze stonoga!
Domyślam się ceny, choć cena z gwiazd zdarta –
dziekuję, doprawdy nie czuję się warta.
Nie szkoda to dla mnie zachodu i słońca?
Jak ma się w to bawić osoba żyjąca?
Na chwilę tu jestem i tylko na chwilę:
co dalsze, przeoczę, a resztę pomylę.
Nie zdążę wszystkiego odróżnić od próżni.
Pogubię te bratki w pośpiechu podróżnym.
Jużc hoćby najmniejszy – szalony wydatek:
fatyga łodygi i listek, i płatek
raz jeden w przestrzeni, od nigdy, na oślep,
wzgardliwie dokładny i kruchy wyniośle.
Urodziny, Wisława Szymborska

Photo courtesy of Michał Rusinek.
Translation from Polish by Stanislaw Baranczak and Clare Cavanagh.
Turning 40 is very special, in so many ways… I’ve been celebrating for 2 months now and enjoying every minute of it!

My first birthday cake – made by my mother-in-law in London, shared with my nephew Jayden 
(the tiny tiny wonderful creature in the background)

Breakfast on the day of my birthday – shared with my husband on the terrace of the Wild Ivory Eco Lodge in Welgevonden Game Reserve, Limpopo province, South Africa

Waterkloof Circle of Life (how apt!) – a beautiful wine shared with friends on the evening of my birthday at George’s on 4th restaurant in Parkhurst disctrict of Johannesburg, South Africa

Celebrating with my girlfriends at cafe pozytywka in Warsaw, Poland

And it’s only just begun. Thank you all for making this year so special to me. You know who you are:)

FacebookTwitterPinteresttumblr

Monitorujcie Monitor

Zadebiutował Monitor Magazine. Polski magazyn z zachodnim sznytem. Pod redakcją Sebastiana Kustry. Wśród felietonistów Olga Kozierowska, Janusz Noniewicz, Filip Niedenthal i Hanna Rydlewska. Wśród autorów m.in. współczesna wersja Adama Słodowego w spódnicy, czyli uzależniona od DIY Aga Pogorzelska, nakarmiona, choć nieustannie poszukująca nowych smaków Basia Starecka, buntownicza fashionistka Ewelina Kustra, wiecznie kusząca nowymi przepisami Małgosia Minta. Ja też napisałam krótki tekst o duńskim Gubi – uległam jej urokowi podczas polskiej premiery prasowej, którą miałam przyjemność organizować.

Monitor kosztuje 10 zł i warto tyle zapłacić, chociażby za ekskluzywny wywiad z Georgem Loisem, legendą amerykańskiej reklamy. To pierwszy wywiad dla polskiej prasy. I być może niektórzy po raz pierwszy usłyszą słynny cytat rasowego Mad Mana, który powiedział: Albo jest się kreatywnym, albo ostrożnym. Tych dwóch rzeczy absolutnie nie da się pogodzić. Niektóre osoby aspirujące do bycia kreatywnymi powinny pochylić się nad znaczeniem tych słów…

Wszystko, co nowe, budzi emocje. Monitor jest więc pod obstrzałem zarówno pochwał, jak i krytyki. Krytykować każdy umie, a nie każdy porywa się na to, by wypuścić na rynek nowy magazyn. W dodatku w nakładzie 30 tysięcy ezgemplarzy. Ja trzymam kciuki i mam nadzieję, że jeszcze nie raz napiszę coś specjalnie dla Monitora.

 
Tymczasem blog Coverjunkie wybrał okładkę pierwszego numeru Monitor Magazine jako jedną z najlepiej zaprojektowanych na świecie, obok m.in. The New Yorker i luksusowego How To Spend It – dodatku do dziennika Financial Times. Można? Można. A przy okazji – rozmowa z autorem makiety Monitora – Edgarem Bąkiem.


FacebookTwitterPinteresttumblr

Viva mapa modnych miejsc!

Właśnie ukazał się nowy numer Viva! Moda, a w nim … mój artykuł “Mapa modnych miejsc”:) Z aparatem na ramieniu wyruszyłam na poszukiwanie marek, które dopiero debiutują oraz takich, które działają już od jakiegoś czasu, ale nie są jeszcze powszechnie znane. W efekcie mojej wędrówki powstała krótka (acz treściwa) mapa miejsc, które naprawdę warto odwiedzić.

A w nich między innymi – urocze sukienki, w których zakochują się wszystkie kobiety od pierwszego wejrzenia (bizuu), biżu, w której zakochała się Madonna (Uzerai), rzeczy, w których zakochają się wszystkie ekolożki (Wearso) oraz ozdoby na głowę na specjalne i niespecjalne okazje (licoreese). A także Paryż w Warszawie, czyli Desir Paris.

Ponieważ zwykle w magazynie nie starcza miejsca na opublikowanie całego tekstu, kilka kolejnych wpisów poświęcę w całości miejscom przedstawionym na łamach Viva! Moda. Zatem zaglądnijcie tutaj za parę dni. Do zobaczenia!

FacebookTwitterPinteresttumblr

Patchworkowa komoda

Dwa tygodnie temu przeczytałam na blogu Patchwork & Co.: Pozbywam się mebli, a przynajmniej części. Natychmiast postanowiłam się dowiedzieć, jakie meble zostaną wyeksmitowane z artystycznego mieszkania Agi P. – mistrzyni DYI (czyli ZTS = zrób to sam) i słynie z robienia czegoś z niczego. Nie są to bynajmniej domowe robótki, jakie wszyscy produkowaliśmy –  przygryzając język – na zajęciach ZPT, ale prawdziwe designerskie cuda, które zmieniły oblicze niejednego mieszkania. A w moim przypadku biura, do którego szukałam ostatniego mebla. Czy uwierzycie, że miała to być komoda z szufladami, a Aga właśnie taki mebel miała na zbyciu?

 Komoda by Aga P. – żółty mebel z Ikei pokryty srebrnym szlagmetalem

Dzisiaj komoda przyjechała do naszego biura. Mam nadzieję, że się zadomowi. Znalazła się wprawdzie w zupełnie innym otoczeniu – u Agi miała dość eklektyczne towarzystwo, u nas jest spokojniej. Może przez to czuje się ważniejsza? Zaprzyjaźniam ją z białym królikiem. Mam nadzieję, że przypadną sobie do gustu.

Komoda u Agi P. pod opieką storczyków

W naszym biurze komody pilnuje biały królik
Ciekawe, czy jest zaczarowany?

FacebookTwitterPinteresttumblr

Nowe biuro

Po wielu miesiącach poszukiwań, odwiedzeniu wielu miejsc i odrzuceniu wielu, których odwiedzać nie było warto – operacja NOWE BIURO została zakończona z sukcesem! 
Od kwietnia mamy nowe biuro przy ulicy Pańskiej w Warszawie – w samym centrum, tuż przy powstającej II linii metra, wśród przedwojennych kamienic noszących ślady historii 
i jednocześnie w cieniu wyrastających wokół nowych biurowców. Uwielbiam takie połączenia starego z nowym. Za to kocham Warszawę – jej tkanka poprzetykana jest czerwoną przedwojenną cegłą połączoną z metalem i szkłem. Pulsuje tu i ówdzie wspomnieniami, a jednocześnie z niezwykłą plastycznością kreuje nowe miejsca, w których rodzi się nowy naskórek miasta.
Nasze biuro mieści się w starej kamienicy, która za chwilę zupełnie zmieni swój wygląd, gdyż właśnie rozpoczęto odnawianie elewacji. Zanim się obejrzymy, kamienica nabierze modnego sznytu. Trochę mi szkoda ceglanych plam, które wystawały spod tynku, ale na szczęście pozostał mi widok na sąsiednią kamienicę, a ta nie wygląda, jakby kiedykolwiek miała zostać odnowiona. Tym milszy, że właśnie odkryłam pęd winorośli, który na razie nieśmiało zagląda przez okno, choć czuję, iż z kolejnymi promieniami wiosennego słońca bez pytania rozkwitnie, zasłaniając częściowo widok. A niech mu będzie! W końcu nie każdy ma ten luksus posiadania własnego winogrona.
W internecie znalazłam informację, iż ulica Pańska została wytyczona około 1757 roku 
i – zanim w 1770 roku nadano jej oficjalną nazwę Pańska – początkowo nazywana była Nową bądź Wspaniałą. To chyba dobra wróżba na nowe biuro?

Nasza kamienica przed renowacją.
Wizję biura konsultowałam z projektantką wnętrz Olgą Adler
Dzięki Oldze wprowadziliśmy kilka ciekawych rozwiązań.
Olga, dzięki, że wpadłaś!
Między spotkaniami kontrolowałam postęp remontu.
Nie obyło się bez kilku wizyt w IKEI.
Tutaj sprawdzam, czy zmieszczę się w lustrze:)
 W poszukiwaniu  mebli wybraliśmy się też na bazar na Kole.
Na zdjęciu nasze znalezisko – stolik z lampą z lat 50-tych.
Więcej zdjęć z tej wyprawy na blogu 77 Creative.
Zaprojektowany przez 77 Creative plakat zdobi kuchnię w nowym biurze.
Pierwsze kreatywne chwile przy nowym biurku.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Głosować? Nie głosować? Oto jest pytanie…

Zgłosiłam swój blog do konkursu BLOG ROKU 2011, w kategorii Profesjonalne. Konkurs jest organizowany przez Onet już po raz siódmy i cieszy się rosnącą popularnością w blogosferze.

 
Jurorem w mojej kategorii jest znana i ceniona blogerka Natalia Hatalska, ekspert w dziedzinie alternatywnych form komunikacji marketingowej. Blog hatalska.com otrzymał tytuł ‘Blog Roku’ w kategorii Profesjonalne oraz Wyróżnienie Główne w konkursie Blog Roku 2009. Głosowałam wówczas na ten blog i trzymałam kciuki za Natalię, dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy wygrała – miałam poczucie, że maczałam w jej wygranej swój mały paluszek!

Ale żeby nie było, że się przymilam – pod fachowe oko Natalii dostanę się dopiero wówczas, gdy znajdę się w pierwszej dziesiątce profesjonalnych blogów. Aktualnie jestem na pozycji 31., co i tak jest już dla mnie wyróżnieniem, bo w kategorii Profesjonalne zgłoszono aż 248 blogów! Żebym jednak znalazła się wśrod 10-ciu najpopularniejszych, potrzebuję Waszego wsparcia. Jeśli czytasz i lubisz mój blog, wyślij proszę SMS o treści B00171 na numer 7122. Ważne: w numerze bloga znak ‘0’, to cyfra zero. Pamiętaj także, aby nie wstawiać w SMS spacji. Właśnie trwa II etap konkursu – nominowanie blogów do oceny przez Kapitułę Konkursu oraz głosowania – wyboru Bloga Blogerów. Możecie na mnie głosować jeszcze tylko przez niecałe 4 dni – do czwartku 19 stycznia do godz. 12.00. Wówczas zostaną podliczone wszystkie głosy z wysłanych SMSów i ogłoszona lista 10 blogów w każdej kategorii. Tylko te blogi zostaną zakwalifikowane do III etapu konkursu.

Odpowiedź na tytułowe pytanie pozostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy. Trochę Was jest – mam na to dowód w postaci statystyk odwiedzin na moim blogu. Mam czytelników w kilkunastu krajach na świecie; oczywiście najwięcej w Polsce, ale także w tak egzotycznych państwach, jak Tajwan i Brazylia. Nie ukrywam, że sprawdzanie statystyk sprawia mi radość i przyznaję, że stało się moim małym uzależnieniem. Na szczęście, takie uzależnienie nikogo nie zaraża i nikomu nie szkodzi:)

Wszystkim, którzy już oddali swój głos – dziękuję. Dziękuję też za polecanie mojego bloga na Facebooku, dziękuję za przyjacielskie i rodzinne koalicje. Pamiętajcie, że z jednego telefonu można wysłać tylko 1 SMS. Koszt SMSa to 1,23 zł, a cały dochód z SMSów zostanie przekazany na cele charytatywne. To mnie cieszy i trochę rozgrzesza z zachęcania Was do głosowania. Jeśli wszyscy możemy tak drobną kwotą wesprzeć słuszny cel, cieszę się, że namawiam Was do czynienia dobrego:)

Dziękuję też mojej imienniczce, która zachęciła mnie do tego, by zgłosić blog do konkursu (Magda, you know who you are).

FacebookTwitterPinteresttumblr

Celebrate the New Year in style!

I don’t make New Year resolutions. But I do make sure that I begin the New Year in style. In my head it sets the tone for the year to follow. So, here I am last night, at a bar in Warsaw before hitting the party, celebrating 2011 and welcoming 2012.

Speaking about style, I was looking for some stylish tips to begin the New Year. Here is my personal selection of some cool ones I found:

1. Champagne and Raspberry Cupcakes, as published on STYLIST. A delicious and spirit-lifting recipe – I like the sound of that! Just what you need for a yummy start of the year.

2. Decorating Resolutions for 2012, as put together by Olga Adler from Olga Adler Interiors. My personal favorite: Don’t buy things just for the sake of buying them. Only buy the things you LOVE. I love it!

3. Take Me to Paradise, a sexy collage by Patchwork & Co. aka Aga P., inspired by her crave for the tropics. Don’t I just want to start planning my holiday in 2012?? I do, I do, I do…

PS. And since my blog has just hit 10,000 pageviews, we’ve opened a bottle of bubbly to celebrate. Oh well, any excuse is good to toast to the New Year, right?

FacebookTwitterPinteresttumblr

O wizerunku, pośpiechu i czkawce

 
(…) Wiele osób chce łapczywie znaleźć się tam, gdzie są ci, którzy latami pracowali na swoją reputację. Nie mogą zrozumieć, że jeśli ktoś jest na rynku od roku, to nie doścignie w tak krótkim czasie kogoś, kto na tym samym rynku działa od 10 lat. Wprawdzie może nie potrzebuje aż 10 lat, by znaleźć się w tym samym miejscu, ale na pewno potrzebuje więcej niż rok, by się do niego przybliżyć. Wizerunek buduje się latami – tylko wówczas jest wiarygodny. Trzeba mieć czas, by wykazać się konsekwencją w opowiadaniu swojej historii.
Nie warto mieć ciśnienia na „szybki“ wizerunek. Można od tego dostać czkawki. 

To fragment felietonu, który napisałam do magazynu Home & Market. Polecam:) 
Home & Market, czerwiec 2011 (jeszcze w sprzedaży)
FacebookTwitterPinteresttumblr

Energetyczny piątek

Dzisiaj od rana w biegu – dwa wywiady i dwie sesje zdjęciowe z klientami.

Uwielbiam wywiady. Lubię tę intymność spotkania z dziennikarzem. Ten moment, kiedy podczas wywiadu słychać bezszelestne “klik” i dalej już płynie…

Lubię energię sesji fotograficznych. Zwykle, w jakiś niesamowity sposób, tworzy się atmosfera, w której powstaje to jedno ujęcie, to spojrzenie, ten gest – to zdjęcie, na którym bohater sesji staje się kimś bliskim, albo dalekim.

Nie mogę się już doczekać, kiedy te publikacje ujrzą światło dzienne.

FacebookTwitterPinteresttumblr