bizuu – romantyczne i rozważne

Pokazy mody zaczynają się z dużym opóźnieniem. Dzieje się tak z różnych powodów. Wszyscy się do tego przyzwyczaili i w związku z tym się spóźniają, wiedząc, że i tak nie zacznie się o czasie. Nie jestem zwolenniczką takiego obrotu spraw, bo nigdy nie wiadomo, o której godzinie naprawdę zacznie się pokaz, a co za tym idzie, kiedy się skończy. W zasadzie więc trzeba na taką okazję zarezerwować cały wieczór. Jestem jednak osobą z natury punktualną, zwłaszcza, kiedy mnie o to ktoś prosi. bizuu poprosiło o punktualne przybycie ze względu na transmisję pokazu na żywo. Pojawiłam się więc kilka minut przed ósmą, by odkryć, że organizatorzy jeszcze nie wpuszczają, a przed wejściem zebrała się już spora grupa gości. Przynajmniej nie będziesz czekała w kolejce – napisałam do Alicji w krainie popkultury, która chwilę wcześniej wysłała mi smsa, że wychodzi z domu. No bo kto przychodzi przed czasem! – odpisała Alicja. Grażyna Wolszczak, Cezary Harasimowicz i ja – odpisałam, zgodnie z prawdą, bo para stała dokładnie obok mnie. A poza tym, nie byliśmy przed czasem, tylko na czas. Zgodnie z zaproszeniem. Mój zawodowy nerw PR-owca zaczął pulsować – zaczęłam się niepokoić, że goście stoją pod drzwiami… Na szczęście ktoś z organizatorów zorientował się, że trzeba wkroczyć do akcji i wpuścił kilka osób za barierkę. Niewiele myśląc wślizgnęłam się za nimi. Jest kilka rzeczy, których nie lubię robić. Jedną z nich jest czekanie…

Po drugiej stronie lustra było już bardzo miło – kelnerzy roznosili szampan i truskawki, obsługa odprowadzała gości do wyznaczonych miejsc, gwiazdy udzielały wywiadów do prasy. Umilając sobie czas mniej lub bardziej zawodowymi ploteczkami, czekaliśmy na pokaz. Kiedy wreszcie znajomy głos Kasi Sokołowskiej (“specjalistki od pokazywania mody”, jak określił ją niedawno Jerzy Iwaszkiewicz w jednym ze swoich salonowych felietonów) oznajmił, iż pokaz zacznie się za pięć minut, towarzystwo pokornie udało się na wskazane wcześniej miejsca. Z przyjemnością odkryłam, że również miałam wyznaczone miejsce. Zresztą, z zawodową satysfakcją odnotowałam także, że – w odróżnieniu od większości pokazów, gdzie gości jest więcej niż miejsc (a nawet miejsca) – organizatorzy pokazu zadbali o to, by wszyscy mogli oglądać pokaz na siedząco. A więc można. Tylko trzeba się postarać. To kosztuje trochę czasu i pieniędzy (trzeba zapłacić za wynajęcie krzeseł), ale nie jest to niemożliwe.

Na wybiegu królowały charakterystyczne dla bizuu spódnice z koła, baskinki i falbanki. Były spódnice z tiulu dla prawdziwych księżniczek oraz długie aksamitne suknie dla angielskich pensjonarek. Zauważyłam też dzianinowe bryczesy, aksamitne marynarki i wiązane pod szyją na fantazyjną kokardę białe koszule. Poczułam w tej kolekcji powiew angielskiego romantyzmu. Zresztą sceneria pokazu była bardzo adekwatna – równo przystrzyżony trawnik wokół restauracji Belvedere w Łazienkach Królewskich z powodzeniem mógłby udawać trawnik przed jednym z angielskich zamków. Oprócz romantycznych, na wybiegu pojawiły się też “rozważne”, prostsze formy – skromniejsze w kroju sukienki, kobiece płaszczyki, peleryna, a nawet damski garnitur. Zaintrygowały mnie skórzane ramoneski ze spiczastymi ramionami. Spodobała mi się czarna marynarka z bufkowymi rękawami. Kolorystyka kolekcji – zgaszone zielenie, szarości, brązy, czerń i bordo – odbiegała od pastelowych, “grzecznych” kolorów, do jakich przyzwyczaiło nas bizuu.

Za szybko idą, nie można się nacieszyć! – wyrwało się komuś w rzędzie za mną. Rzeczywiście modelki szły szybko i szybko znikały za zakrętem – wybieg był poprowadzony wokół belvederskiego namiotu i zakręcał kilkakrotnie, co sprawiało, że bliższe przyjrzenie się sylwetkom nie było łatwe. Wśród gości było sporo klientek bizuu i to pewnie jednej z nich wyrwał się ten okrzyk. bizuu, choć istnieje od niedawna, już ma wierne grono sympatyków. Całkiem spora grupa przyjechała na pokaz z Poznania, skąd pochodzą projektantki. Czy to nie miłe, że dzisiaj, kiedy coraz mniej jest osób, którym się chce, są takie, które przyjeżdżają na jeden wieczór z innego miasta? Myślę, że stałe klientki bizuu znajdą w tej kolekcji coś dla siebie. Po odjęciu pokazowej stylizacji (która jednak trochę przygniotła swoim przepychem), powinny odsłonić się dziewczęce i romantyczne fasony, a te zawsze cieszą się powodzeniem.

Szczęśliwe siostry bizuu w finale pokazu
(przepraszam za zamazane zdjęcie zrobione komórką, mea culpa)

Obserwuję bizuu od początku i od początku lubię tę markę. Trzymam kciuki za to, by jej się wiodło coraz lepiej. bizuu startowało niewiele ponad dwa lata temu z maleńkim butikiem w Starym Browarze (zagospodarowało fragment korytarza), a dzisiaj ma 3 butiki w Polsce, w tym jeden przy modnej warszawskiej ulicy Koszykowej. I właśnie miało pokaz w Łazienkach Królewskich. Niezły debiut na warszawskiej mapie mody.

Życzę siostrom bizuu, by pozostały romantyczne, ale i rozważne, bo wkroczywszy na arenę warszawskich pokazów mody (oraz pole rażenia warszawskich komentatorów) trzeba się uzbroić w spokój i z rozwagą pochodzić do dalszych działań. Myślę, że pomysł zrobienia pokazu w Łazienkach był bardzo odważny i za wybór miejsca należą się Zuzie i Blance brawa! Żałuję, że stylizacja nieco zagłuszyła same projekty. Następnym razem warto pokazać więcej bizuu w bizuu. A kolekcję z przyjemnością obejrzę na spokojnie w butiku. Może nawet przymierzę pewną marynarkę, którą mam na myśli…?

FacebookTwitterPinteresttumblr

W krzyżowym ogniu studenckich pytań

Z przyjemnością przyjęłam zaproszenie do udziału w dyskusji “Sukces w branży fashion”. Zorganizował je Samorząd Studentów Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaję, że od początku ujęła mnie bardzo profesjonalnie prowadzona komunikacja w tej sprawie. Nie ukrywam, że – będąc osobą zajmującą się komunikacją zawodowo – zwracam uwagę na takie rzeczy. Czułam, że będzie to dobrze zorganizowane spotkanie. Pozytywnie zaskoczyły mnie mądre pytania przygotowane przez studentów przed spotkaniem. Wiedziałam, że to nie będzie jedno ze spotkań z cyklu “Spotkajmy się i pogadajmy”, ale konkretna tematyczna dyskusja. Nie pomyliłam się.

Kiedy ja studiowałam, takich spotkań nie było wcale. Pamiętam, z jakim wysiłkiem wiązało się zdobycie sensownych praktyk studenckich. Pamiętam, że spędziłam sporo czasu w jednej z berlińskich bibliotek, kserując materiały do pracy magisterskiej z literatury amerykańskiej, bo moja rodzima uczelnia ich nie miała. Cieszę się, że czasy się zmieniły i że mogę – mam nadzieję – choć trochę pomóc dzisiejszym studentom, dzieląc się z nimi swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami. Dla mnie to wielka przyjemność i wyróżnienie.

Z Zuzą Wachowiak, Dorotą Wróblewską i organizatorami spotkania na UW.

Oprócz mnie zaproszono też Dorotę Wróblewską – najbardziej chyba kojarzoną z organizowanym od wielu lat warszawskim świętem mody Warsaw Fashion Street, także blogerkę i producentkę eventów modowych i telewizyjnych oraz Zuzę Wachowiak – połowę kreatywnego duetu sióstr-projektantek i współzałożycielkę modowej marki bizuu. Dzięki temu, że każda z nas reprezentowała inną specjalizację, w dyskusji pojawiły się różne punkty patrzenia na modę. Choć zgadzałyśmy się w większości przypadków, w kilku zdarzyło nam się nie zgodzić. Mam nadzieję, że uczestnicy spotkania docenili fakt, iż zajmujemy się różnymi aspektami mody i w związku z tym mamy różne doświadczenia.

Plakat zapowiadający spotkanie.

Studenci pytali o bardzo konkretne rzeczy. W przypadku bizuu – jakie były początki marki, jak dotrzeć do odbiorców, jak poradzić sobie z brakiem funduszy na początku drogi. Dorotę pytano o to, co dzieje się na backstage’u produkcyjnym, na jakie stanowiska jest zapotrzebowanie w branży modowej, czy w tym zawodzie miewa się momenty zawahania. Ja miałam okazję opowiedzieć o swoich międzynarodowych doświadczeniach, o tym, jak trafiłam do PRu, a potem do mody oraz o tym, na czym polega moja praca. Rozmawialiśmy też o sposobach na stres, rozumieniu kreatywności i krokach, jakie warto podjąć, by rozpocząć karierę w branży fashion.

Spotkanie przyciągnęło sporo gości. Niektórzy specjalnie na nie przyjechali z innych miast.

Po spotkaniu podeszło do mnie kilka osób, które chciały dowiedzieć się, jak dostać się do wymarzonej firmy, jak zainteresować sobą pracodawcę, jak aplikować na upatrzone stanowisko. Oto moja odpowiedź na pytanie “Co zrobić, by dostać pracę marzeń?”:
1. Mieć autentyczne zainteresowania. Nie da się oszukać pasji. Warto iść za głosem serca, a nie na modny kierunek. Studia to tylko początek zawodowej ścieżki. Kiedy aplikowałam na anglistykę nie miałam pojęcia, co chcę robić w życiu. Ale pasjonowałam się językiem angielskim. Tak jest do dziś.
2. Poszukiwać. Czytać, chodzić na wystawy, prelekcje, dyskusje panelowe, pokazy filmów. Śledzić wszystko, co dzieje się w danej branży. A dzisiaj dzieje się dużo w każdej. W tym roku kupiłam sobie bilet roczny do Muzeum Narodowego w Warszawie. Obejrzałam już dwie wystawy, dwie mam w planach, jutro wybieram się na wykład Moda XVIII wieku na obrazach ze zbiorów MN.
3. Mieć plan. Wiedzieć, czego się chce. Przez pierwsze kilka lat po studiach można próbować dotknąć kilku dziedzin. Potem warto się określić. Zaczęłam pracę na ostatnim roku studiów i w ciągu pierwszych trzech lat zmieniłam ją pięć razy, ale potem postanowiłam, że chcę zająć się PR-em. Nie żałuję.
4. Nawiązywać kontakty i pielęgnować je. Najcenniejszym skarbem każdego eksperta jest baza kontaktów. Buduje się ją latami, jest niezastąpiona, nie można jej wycenić ani sprzedać. Wczoraj przekazano mi pozdrowienia od pewniej osoby, która pamięta mnie sprzed 15 lat. Miło mi, że wspomina mnie mile.
5. Próbować, próbować i jeszcze raz próbować. Pukać do wszystkich drzwi, korzystać ze wszystkich dostępnych sposobów. Nie zniechęcać się. Zaczynać od nowa. Aż do skutku. Kiedy rozważałam zmianę pracy, zbudowałam własną bazę kilkudziesięciu kontaktów w Polsce i za granicą. Ze wszystkimi osobami skontaktowałam się mailowo, z wieloma rozmawiałam telefonicznie, z niektórymi się spotkałam. To było bezcenne doświadczenie.

Uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Kto narzeka, że mu się nie udaje, na pewno mu się nie uda. Podstawą sukcesu w każdej branży jest pozytywne nastawienie:)

Monika Siennicka, organizatorka spotkania

Dziękuję Monice Siennickiej z Samorządu Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego za miły kontakt, konkretne informacje i dobrą organizację spotkania.

Photo credits: Kuczkowsky®

FacebookTwitterPinteresttumblr

Bizuu w moim ulubionym kolorze

Z przyjemnością skorzystałam z zaproszenia na premierę prasową jesiennej kolekcji bizuu. Króluje w niej kolor szary (mój ulubiony!) we wszystkich odcieniach. Tym razem nie ma pasteli, do których już zdążyłyśmy się przyzwyczaić. Chciałyśmy oddać klimat jesieni w kolorze. – Blanka Jordan, połowa kreatywnego duetu bizuu, najwyraźniej czyta w moich myślach – Pozostajemy wierne formie, charakterystycznej dla naszych projektów.

Rzeczywiście, sukienki są nadal bardzo bizuu – kuszą falbankami, bufkami, cięciami podkreślającymi atuty kobiecej sylwetki. Oprócz sukienek w kolekcji znajdziemy sporo żakietow z mięsistych, ciepłych tkanin. Wypatrzyłam także krótkie seksowne szorty, koronkowe długie suknie oraz – nowość w ofercie firmy – płaszcze i peleryny.

Podczas śniadania prasowego nową kolekcję prezentowały dwie piękne modelki – Kamila Szczawińska i Renata Kaczoruk. Co chwilę przebierały się w nowe stroje, z wdziękiem przedstawiając kolejne odsłony kolekcji.

Moim faworytem została cekinowa sukienka w odcieniu gołębiej szarości. Podoba mi się jej prosta forma, przełamana bufkowymi rękawami oraz nieco dłuższym tyłem. Nie mogłam się powstrzymać, by jej nie przymierzyć, choćby do zdjęcia.

Kurtka Motacilla

Założę się jednak, że jednym z bestsellerów nowej kolekcji będzie ta kurtka. Podobno wszyscy o nią pytają. Uszyta z ortalionowej tkaniny, trochę przypomina lekką sportową puchówkę. Wytłaczane kwiatowe wzory nadają jej jednak modowy sznyt (zamieszczam zdjęcie z materiałów prasowych, by lepiej widać było jej fakturę). Myślę, że będzie wdzięcznym dodatkiem do małej czarnej, nawet na “małe wielkie” wyjście.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Bizuu, czyli wejście w stylu Glamour

Wczoraj, podczas uroczystości Kobieta Roku Glamour, siostry bizuu odebrały statuetkę w kategorii ‘Wejście w stylu Glamour’. Zasłużyłyście na nią – serdeczne gratulacje! Kiedy pisałam poniższy tekst, Zuza i Blanka dopiero szykowały się na łódzki Fashion Week. Ile się może zmienić w ciągu jednego miesiąca…
 

bizuu warsaw @ Koszykowa 1
Wybrałam się do warszawskiego butiku bizuu, zbierając materiały do artykułu Mapa modnych miejsc, opublikowanym w Viva! Moda nr 2/2012. Zajrzyjcie tutaj, by przeczytać więcej na ten temat. A poniżej to, co nie zmieściło się w magazynie.

Idąc do bizuu nie wiem, że czeka tam na mnie niespodzianka. W sklepie panuje atmosfera oczekiwania – zaraz ma się zjawić Kasia Zielińska. To jedna z gwiazd, które pokochały bizuu. Wybiera sukienkę w kolorze pudrowego różu. Wygląda w niej doskonale.

Zuza i Kasia – sukienka wybrana, można zrobić przegląd prasy
Projekty bizuu są bardzo dziewczęce, a jednocześnie doprawione szczyptą różowego pieprzu. Taki też jest warszawski butik tej marki – w sumie przypomina mi pudełko czekoladek. Takich z Forresta Gumpa – kiedy nigdy nie wiesz, jaka czekoladka ci się trafi. Ale każda jest pyszna:) Sklep jest przestronny, jasny, ma duże okna i ceglane ściany w odcieniu gołębiej szarości. W wystroju wnętrza królują pastele, które stanowią spokojne tło dla sukienek, topów i spódnic. Obok nich akcesoria – torby bizuu, a także kwiaty-broszki Polilla, imitująca słodycze biżuteria chocokate oraz ozdoby decolove. 

Butik projektowała Zuza, z wykształcenia architekt wnętrz 
Nazwa bizuu to skrót od pierwszych imion sióstr, które stworzyły markę – Blanki i Zuzy. Działają w modowym biznesie dopiero od dwu lat, ale już sporo osiągnęły. W kwietniu 2011 otworzyły pierwszy sklep w poznańskim Starym Browarze, w październiku zdobyły przyczółek w Warszawie. Pierwszy raz rozmawiałam z Zuzą Wachowiak dokładnie rok temu, oglądając projekty sióstr w malutkim  butiku w Poznaniu (Zuza mówi o nim bombonierka). Po roku rozmawiamy, kiedy czeka na Kasię Zielińską. Zapytana przeze mnie, jak czuje się w towarzystwie takich projektantów, jak Gosia Baczyńska, czy Tomasz Ossoliński, przy których bizuu coraz częściej jest wymieniane, Zuza skromnie odpowiada, że dla sióstr to ogromne wyróżnienie, z którym nadal się oswajają. Wiem, że to nieudawana skromność. Życzę siostrom, by nadal spełniały swoje marzenia i by pozostały wierne sobie. I love bizuu. Do you?
FacebookTwitterPinteresttumblr

Rendez-vous w bizuu

Ambasadorką likieru Cointreau jest Dita von Teese – współczesna królowa burleski. Myślę, że Dita doskonale odnalazłaby się w butiku bizuu, w którym odbyło się trzecie już Cointreau Rendez-vous. Zapewne natychmiast wybrałaby kilka sukienek do przymierzenia. Sukienki bizuu po prostu kuszą, by je założyć i choć przez chwilę poczuć się współczesną księżniczką. Zresztą, nie musiałyśmy długo czekać, by uczestniczki naszego spotkania zaczęły wczuwać się w tę rolę.

Kobiece dyskusje o fatałaszkach zbliżają – zanim zaczął się warsztat, wśród gości panowała już przyjacielska atmosfera. Przygotowywanie koktajli w takiej atmosferze było czystą przyjemnością:)

Barman w duecie z Cointreau i zasłuchane uczestniczki spotkania

Nie pierwszy raz nasz barman miał bardzo wymagające audytorium. Uczestniczki warsztatu zadawały mnóstwo pytań związanych z recepturami koktajli. Na szczęście Grzegorz poradził sobie doskonale, dzięki czemu wprawił panie w niekłamany zachwyt! Fachowe porady okrasił też anegdotami z życia barmana. Szczególnie ubawiła nas historia o trzech nauczycielkach i Cosmopolitanie, ale o tym może przy okazji…

Grzegorz w krzyżowym ogniu pytań Marty i Patrycji

Spotkanie w butiku fashion zobowiązuje – uczestniczki cointreau-wersyjnej randki zaprezentowały modne outfity i akcesoria. Wypatrzyłam m.in. sportowe buty Isabel Marant, okulary Ray Ban oraz sportretowane poniżej czarne lakierki na różowej szpilce. Okazało się, że jednak ubieramy się dla siebie i dla innych kobiet. To lubię!

Więcej zdjęć z Cointreau-Rendez-vous w bizuu znajdziecie na facebooku.
Przeczytajcie też o cointreau-wersyjnych randkach w Red Onion i GaliLu.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Viva mapa modnych miejsc!

Właśnie ukazał się nowy numer Viva! Moda, a w nim … mój artykuł “Mapa modnych miejsc”:) Z aparatem na ramieniu wyruszyłam na poszukiwanie marek, które dopiero debiutują oraz takich, które działają już od jakiegoś czasu, ale nie są jeszcze powszechnie znane. W efekcie mojej wędrówki powstała krótka (acz treściwa) mapa miejsc, które naprawdę warto odwiedzić.

A w nich między innymi – urocze sukienki, w których zakochują się wszystkie kobiety od pierwszego wejrzenia (bizuu), biżu, w której zakochała się Madonna (Uzerai), rzeczy, w których zakochają się wszystkie ekolożki (Wearso) oraz ozdoby na głowę na specjalne i niespecjalne okazje (licoreese). A także Paryż w Warszawie, czyli Desir Paris.

Ponieważ zwykle w magazynie nie starcza miejsca na opublikowanie całego tekstu, kilka kolejnych wpisów poświęcę w całości miejscom przedstawionym na łamach Viva! Moda. Zatem zaglądnijcie tutaj za parę dni. Do zobaczenia!

FacebookTwitterPinteresttumblr

Mokotowska pachnie Świętami…

Wybrałam się na Świąteczny Spacer po Mokotowskiej. Zapraszała sama Ulka Mokotowska, nie wypadało odmówić.

Zajrzałam najpierw do bizuu. Nie miałam wcześniej okazji wpaść do warszawskiego sklepu, choć ten poznański odwiedziłam już kilkakrotnie. Bizuu kojarzy mi się z pudełkiem czekoladek – słodkie są i sukienki i sam sklep. Oprócz sukienek można tutaj kupić akcesoria Decolove oraz – moje dzisiejsze odkrycie – smakowitą biżuterię Chocokate. Jednym słowem, jeśli ktoś chce osłodzić sobie dzień, powinien odwiedzić to miejsce.

Słodki naszyjnik Chocokate

Idąc dalej Koszykową zajrzałam do butiku Orska. Obejrzałam kolekcję Revolt oraz literowe zawieszki – świetny pomysł na świąteczny telegram. Wystarczy kupić odpowiednie litery i ułożyć z nich życzenia. Warto się pospieszyć, bo dowiedziałam się, że gra w litery cieszy się dużym powodzeniem.

Świąteczny telegram: Merry Orska!

Skręcając z Mokotowskiej w Chopina zajrzałam do Horn & More – tutaj znalezienie prezentu graniczy niemal ze 100%-ową pewnością. Tak było i teraz. Od wejścia kusiła zapachami perfumeryjna ściana. Poddałam się bez walki, choć konkurencja była ostra – vis a vis półek z zapachami dumnie prezentowała się biżuteria, a tej w Horn & More nie brakuje.

Perfumeria w butiku Horn & More

Na zakończenie spaceru wpadłam ze świątecznymi życzeniami do Wearso. W sklepiku małe zamieszanie – wpadają klientki i kupują po kilka sukienek! Wieść o Wearso roznosi się błyskawicznie. Wiem, że są już zapisy na kolejne modele. Towar reglamentowany? Wygląda na to, że po Wearso stoi się w kolejce…

Do świątecznych zakupów w Wearso dostaniesz w prezencie drewniane yoyo
Z przyjemnością przespacerowałam się Mokotowską, choć mroźne powietrze zmusiło mnie do założenia czapki. Odkryłam kilka nowości, tu i ówdzie ucięłam sobie miłą pogawędkę, zrobiłam świąteczne zakupy i  – co najważniejsze – w doskonałym humorze wróciłam do domu. Mamy prawdziwą ulicę zakupową w Warszawie – polecam ją wszystkim tym, którzy nie przepadają za atmosferą centrów handlowych. Grudniowy Warsaw Insider prezentuje Mokotowską pod tytułem The best shopping street in Warsaw. It is!
Warsaw Insider: The best shopping street in Warsaw
FacebookTwitterPinteresttumblr