Tribute to moda polska

Warszawa ma dobrą rękę do Warsaw Gallery Weekend – po raz kolejny można było cieszyć się złotą polską jesienią i, mrużąc oczy od jesiennego słońca, suchą nogą przejść szlakiem galerii i fundacji sztuki współczesnej. W ubiegłym roku odwiedziliśmy spontanicznie kilka galerii (relacja tutaj), w tym – zupełnie świadomie – wybraliśmy się tylko do jednej, Lookout Gallery na Mokotowie. Trochę ze względu na bliską lokalizację, ale przede wszystkim z uwagi na tematykę wystawy – Tribute to moda polska.

Wystawa prezentuje spojrzenie na modę 11 artystów reprezentujących różne pokolenia. Promuje ją praca 19-letniego Karola Komorowskiego, który debiutował indywidualną wystawą raptem w ubiegłym roku, w Lookout Gallery zresztą. Street View to pierwsza eksponowana praca artysty, w której używa techniki CGI (Computer Generated Imagery). Dzięki niej powstają wirtualne, trójwymiarowe modele scen, które są następnie przekształcane w dwuwymiarowe obrazy, przypominające fotografie.

Street View to “fotografia” kufra podróżnego Louis Vuitton, który w tym roku pojawił się w Warszawie w związku z premierą marki w Polsce i zawładnął na kilka tygodni umysłami Warszawiaków, wywołując dość burzliwą dyskusję w prasie i mediach społecznościowych. Ciekawy jest opis tej komputerowo wygenerowanej fotografii, przygotowany przez Weronikę Lewandowską: Kontrowersyjna instalacja reklamowa marki Louis Vuitton, która “wypełzła” gwałtownie z ekskluzywnego vitkAca w przestrzeń Warszawy, stanowi przedmiot rozważań nad relacją między ulicą i światem mody. (…) Mimo pozornej bliskości, od wielkiego kufra separują widza biało-czerwone pseudo-patriotyczne barierki, ukazując mu, że rzecz znajdująca się pozornie w jego zasięgu, jest od niego daleko i nie może sobie pozwolić na bezpośredni kontakt.

Karol Komorowski Street View, 2013
 Komentarz Weroniki Lewandowskiej do pracy Karola Komorowskiego

Innego aspektu mody dotyka praca Grzegorza Wełnickiego Jabłko C Jabłko V.  Wełnicki sfotografował kserokopiarkę na tle surowej ściany. Na pierwszy rzut oka, ten obrazek niewiele wspólnego ma z modą. Chyba, że ktoś chciałby skopiować stronę z … francuskiego Vogue’a. Aaa … i o to właśnie chodzi w tym zdjęciu. Wełnicki komentuje nim dość często spotykane zjawisko w polskich magazynach, gdzie przyjętą praktyką jest kartkowanie zagranicznych gazet, by znaleźć inspiracje do sesji, a często wręcz powtórzyć ujęcie, stylizację, pomysł. W efekcie takiego podejścia, zamiast świeżych, kreatywnych rozwiązań, powstają kopie cudzych pomysłów

Grzegorz Wełnicki Jabłko C Jabłko V, 2013
 Jabłko C Jabłko V w interpretacji autora pracy, Grzegorza Wełnickiego

Z okazji wystawy Tribute to moda polska przygotowano pięknie wydaną teczkę kolekcjonerską w limitowanej liczbie 30 egzemplarzy, z pracami wszystkich artystów biorących udział w wystawie. Pracę Karola Komorowskiego, w dużym formacie, można też obejrzeć w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, w ramach wystawy Showroom, towarzyszącej Warsaw Gallery Weekend. Każda z 21 galerii biorących udział w projekcie wytypowała jedną pracę artysty przez nią reprezentowanego. Wystawa Showroom potrwa do 27 października.

W rozmowie o sztuce i nie tylko – z kurartorką wystawy Tribute to moda polska Agatą Ubysz
i Kasią Borucką reprezentującą Lookout Gallery

Wystawę Tribute to moda polska można oglądać do 19 października w warszawskiej Lookout Gallery (ul. Puławska 41/22), wstęp wolny. Polecam!

FacebookTwitterPinteresttumblr

Ostatnia szansa na spotkanie z Modrzejewską…

Jeszcze tylko do 6 października można obejrzeć w Warszawie repliki kostiumów teatralnych i osobistych kreacji jednej z najbardziej znanych aktorek XIX wieku. Wystawa “Helena Modrzejewska – ikona stylu. Od dystansu do pokusy” w Pałacu w Wilanowie została przedłużona o kilka tygodni – pierwotnie zaplanowano ją do końca sierpnia. Po Warszawie pojedzie do Krakowa, a następnie do słonecznej Kalifornii, gdzie artystka spędziła ostatnie 30 lat życia. Co ciekawe, choć oficjalnie zakończyła karierę aktorską na kilka lat przed śmiercią, do końca życia występowała w przedstawieniach charytatywnych. Ale nie o tym mowa (choć to ważne i bliskie memu sercu).

Repliki sukien Heleny Modrzejewskiej.
Na pierwszym planie replika kostiumu do roli tytułowej w Dalili Octave’a Feuilleta.
III nagroda w konkursie – Marek Ziętek lat 17.

Wyzwania odtworzenia nierzadko spektakularnych kostiumów, które nosiła Ms Modjeska (pod takim nazwiskiem występowała w USA) podjęli się młodzi (często nastoletni) adepci sztuki krawieckiej i projektowania ubioru. Uczestnicy projektu “Wilanów dla młodych talentów” mieli za zadanie odtworzyć jeden spośród wskazanych przez organizatorów ubiorów aktorki. Zadanie nie było łatwe, gdyż stroje te znane są jedynie z czarno-białych fotografii. Oczywiście, dało to uczestnikom konkursu swobodę w doborze tkanin i kolorystyki stroju, jednak niewątpliwie podniosło poprzeczkę w kwestii realizacji zgodnej z realiami epoki. Ci, którzy podjęli rękawicę, decydowali się nie tylko na odtworzenie sukni, ale także adekwatnej do jej fasonu bielizny, która decydowała przecież o sposobie noszenia stroju i nadawała mu pożądany “look”.  Stąd sukniom eksponowanym w Wilanowie towarzyszą halki, koszulki, pantalony, gorsety i tiurniury.

III nagrodę w konkursie dostał 17-letni Marek Ziętek. Moim zdaniem to wyjątkowa kreacja, tym bardziej, że stworzona przez tak młodą osobę. Trudno mi sobie wyobrazić, że mogłabym uszyć coś równie szykownego.
Sukni towarzyszy zestaw bielizny – koszulka, pantalony, gorset, półkrynolina na taśmach oraz tiurniura. Doczepiana z tyłu sylwetki specjalna pasmanteryjna konstrukcja, rozpięta na fiszbinach lub na sztywnym podkładzie z włosia (franc. tournure) miała za zadanie nadać tyłowi spódnicy kopulasty (często karykaturalny) kształt i podkreślić wąską kobiecą kibić. Ten kanon kobiecej sylwetki królował od końca lat 60. do późnych lat 80. XIX wieku.
Helena Modrzejewska była żywym żurnalem mody.  Ponoć do teatru chodzono podziwiać nie tylko jej grę aktorską, ale również po to, aby zobaczyć jej nowe kreacje. Sama aktorka doskonale o tym wiedziała i dlatego przywiązywała niezwykłą wagę do swoich strojów teatralnych. Zresztą, wiele z nich sama zaprojektowała. Bianka Kurylczyk, teatrolog i członek jury konkursu, pisze w publikacji towarzyszącej wystawie, iż Modrzejewska rysowała projekty, a szwaczki upinały tkaninę na manekinie o jej wymiarach. Następnie fotografowała aparatem marki Kodak niegotową jeszcze kreację. Dzięki temu dokładnie wiedziała, jak będzie wyglądać na scenie. Nie mogła jednak wiedzieć, że 100 lat później aktorki, styliści i projektanci będą robić dokładnie to samo, tyle że telefonem komórkowym i dzielić się zdjęciami z innymi na Instagramie…
Modrzejewska korzystała też z usług najmodniejszych w jej czasach krawców. Zamawiała stroje w Paryżu, Londynie, Berlinie oraz za oceanem. Jej stroje projektował między innymi słynny angielski krawiec prowadzący dom mody w Paryżu – Charles Worth. Był prekursorem haute couture i krawcem samej cesarzowej Eugienii, żony Napoleona II. 
Modrzejewska niewątpliwie wyznaczała trendy w modzie. Jak podaje Kurylczyk, od pierwszych występów aktorki w Ameryce sensację budziły nawet jej nakrycia głowy. W latach 80. XIX wieku modele słomkowych kapeluszy ‘Modjeska’ i ‘Adrienne’ można było kupić niemal w każdym miejscu na świecie za pośrednictwem domu wysyłkowego Bloomingdale’s. Trudno o lepszy sukces marketingowy.

I miejsce w konkursie przyznano Annie Franczyk (26 lat) za replikę kostiumu do roli Kamili w Damie kameliowej Aleksandra Dumas. 
To rzeczywiście subtelna, zachwycająca kreacja. Jurorzy zwracają uwagę na szczególną dbałość o niuanse dobranych tkanin, odpowiadających specyfice czasów współczesnych Modrzejewskiej.

Wystawę “Helena Modrzejewska – ikona stylu. Od dystansu do pokusy” można oglądać do 6 października 2013.
Miejsce: Pałac w Wilanowie – Galeria Portretu XIX w.
W niedzielę wstęp wolny;  trzeba wcześniej pobrać bezpłatny bilet na wybraną godzinę w kasie muzeum.

Wystawie towarzyszy pięknie wydany album pod tym samym tytułem, zawierający zdjęcia prac konkursowych, jak również wiele zdjęć samej Modrzejewskiej. I wystawę i album gorąco polecam wszystkim, którzy interesują się modą.

By zapoznać się szczegółowo z rekonstrukcjami nagrodzonymi w konkursie, przejdź tutaj.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Today I’m wearing #3

La Mania spring/summer 2014 collection was to be presented at the Grand Theater in Warsaw. It called for an outfit which would marry fashion with a theater evening out. I chose a little black number from Banana Republic, which I bought in London a few months ago and never yet wore. It is a very simple dress with a subtle glamorous twist, created by the light reflecting sequins. To complement the dress I picked Louis Vuitton black vernis open toe pumps with pad lock and a Minaudière Petit Bijou in dark tortoiseshell color. This Art Deco inspired jewel box is a beautiful accessory. It can literally fit a credit card, a key and a lipstick. But what else does a lady need when going out? Apart from, perhaps, a handsome suit-clad man? I made sure I had this ‘accessory’ on me all evening…

Striking a pose in the foyer of the Grand Theater.
These sexy peep toe high-heeled platform pumps are amazingly comfortable to wear. The back is accessorized with a golden LV padlock inspired by Louis Vuitton leather goods.

The Minaudière Petit Bijou simply says ‘evening glamour’. Embellished with shimmering golden brass Louis Vuitton initials, the unique bag is inspired by the facets of gemstones. Wear it and you will make an impression at any event. 



Invitation to La Mania SS2014 fashion show 

FacebookTwitterPinteresttumblr

Magda na tropie EMU

Prezentacja nowej kolekcji EMU Australia miała miejce w restauracji Oliva, z którą mam przyjemność współpracować. W sumie przyszłam, by zobaczyć, jak przebiegnie spotkanie, a kolekcję obejrzeć jakby przy okazji. Nie spodziewałam się, że moja wizyta zakończy się totalnym zauroczeniem Emu. Dotychczas kojarzyłam tę markę z ciepłych futrzanych butów, które moje przyjaciółki noszą już od kilku sezonów, a do których ja podchodziłam dotychczas jak do … jeża. Skoro jednak już przyszłam, postanowiłam przyjrzeć się Emu z bliska.

Zaskoczył mnie – pozytywnie – wybór fasonów i kolorów, nie tylko butów, ale także swetrów, kurtek i akcesoriów. Odkryłam też – choć może nie jest to najbardziej seksowny design pod słońcem i mój mąż zapewne będzie miał swoje zdanie na ten temat – że buty Emu są całkiem gustowne. Też się wahałam na początku, nie byłam pewna, czy będę chodzić w tych ‘futrzakach‘ – powiedziała Alicja, przysłuchując się moim rozważaniom. Ale są tak ciepłe i tak wygodne, że zimą nie zamieniłabym ich na nic innego. Mam już trzy pary! – dodała. I postawiła kropkę nad “i” mówiąc:  Zwłaszcza w naszych warunkach, w Emu przeżyjesz każdą zimę! Hm, pomyślałam, wizualizując siebie na przystanku tramwajowym, przytupującą z zimna. Niezbyt optymistyczna perspektywa…

Chyba przytulę Emu w tę zimę. Zwłaszcza, że w wśród jesiennych nowości odkryłam botki w super fajnym kolorze – w kolekcji EMU nazywa się mushroom i będzie idealny na jesienno-zimowe dni. Do kompletu zamierzam jeszcze sprawić sobie skórzane rękawiczki, które przymierzałam podczas prezentacji. Były tak miłe i tak ciepłe, że od razu wpisałam je na listę zimowych zakupów. Otulona w Emu od stóp po koniuszki palców zamierzam z fasonem odpierać ataki tegorocznej zimy!

Z Alicją Werniewicz z magazynu In Style i stylistką gwiazd 
(między innymi Agnieszki Cegielskiej)

 Gdybym była trochę młodsza, sprawiłabym sobie buty-biedronki z kolekcji Little Creatures dla dziewczynek

EMU STINGER w kolorze mushroom i wersji mini (do kostki)
Kliknij tutaj, by przejść do strony Pomada Fashion Office, gdzie znajduje się więcej zdjęć z prezentacji nowej kolekcji EMU Australia.

FacebookTwitterPinteresttumblr

bizuu – romantyczne i rozważne

Pokazy mody zaczynają się z dużym opóźnieniem. Dzieje się tak z różnych powodów. Wszyscy się do tego przyzwyczaili i w związku z tym się spóźniają, wiedząc, że i tak nie zacznie się o czasie. Nie jestem zwolenniczką takiego obrotu spraw, bo nigdy nie wiadomo, o której godzinie naprawdę zacznie się pokaz, a co za tym idzie, kiedy się skończy. W zasadzie więc trzeba na taką okazję zarezerwować cały wieczór. Jestem jednak osobą z natury punktualną, zwłaszcza, kiedy mnie o to ktoś prosi. bizuu poprosiło o punktualne przybycie ze względu na transmisję pokazu na żywo. Pojawiłam się więc kilka minut przed ósmą, by odkryć, że organizatorzy jeszcze nie wpuszczają, a przed wejściem zebrała się już spora grupa gości. Przynajmniej nie będziesz czekała w kolejce – napisałam do Alicji w krainie popkultury, która chwilę wcześniej wysłała mi smsa, że wychodzi z domu. No bo kto przychodzi przed czasem! – odpisała Alicja. Grażyna Wolszczak, Cezary Harasimowicz i ja – odpisałam, zgodnie z prawdą, bo para stała dokładnie obok mnie. A poza tym, nie byliśmy przed czasem, tylko na czas. Zgodnie z zaproszeniem. Mój zawodowy nerw PR-owca zaczął pulsować – zaczęłam się niepokoić, że goście stoją pod drzwiami… Na szczęście ktoś z organizatorów zorientował się, że trzeba wkroczyć do akcji i wpuścił kilka osób za barierkę. Niewiele myśląc wślizgnęłam się za nimi. Jest kilka rzeczy, których nie lubię robić. Jedną z nich jest czekanie…

Po drugiej stronie lustra było już bardzo miło – kelnerzy roznosili szampan i truskawki, obsługa odprowadzała gości do wyznaczonych miejsc, gwiazdy udzielały wywiadów do prasy. Umilając sobie czas mniej lub bardziej zawodowymi ploteczkami, czekaliśmy na pokaz. Kiedy wreszcie znajomy głos Kasi Sokołowskiej (“specjalistki od pokazywania mody”, jak określił ją niedawno Jerzy Iwaszkiewicz w jednym ze swoich salonowych felietonów) oznajmił, iż pokaz zacznie się za pięć minut, towarzystwo pokornie udało się na wskazane wcześniej miejsca. Z przyjemnością odkryłam, że również miałam wyznaczone miejsce. Zresztą, z zawodową satysfakcją odnotowałam także, że – w odróżnieniu od większości pokazów, gdzie gości jest więcej niż miejsc (a nawet miejsca) – organizatorzy pokazu zadbali o to, by wszyscy mogli oglądać pokaz na siedząco. A więc można. Tylko trzeba się postarać. To kosztuje trochę czasu i pieniędzy (trzeba zapłacić za wynajęcie krzeseł), ale nie jest to niemożliwe.

Na wybiegu królowały charakterystyczne dla bizuu spódnice z koła, baskinki i falbanki. Były spódnice z tiulu dla prawdziwych księżniczek oraz długie aksamitne suknie dla angielskich pensjonarek. Zauważyłam też dzianinowe bryczesy, aksamitne marynarki i wiązane pod szyją na fantazyjną kokardę białe koszule. Poczułam w tej kolekcji powiew angielskiego romantyzmu. Zresztą sceneria pokazu była bardzo adekwatna – równo przystrzyżony trawnik wokół restauracji Belvedere w Łazienkach Królewskich z powodzeniem mógłby udawać trawnik przed jednym z angielskich zamków. Oprócz romantycznych, na wybiegu pojawiły się też “rozważne”, prostsze formy – skromniejsze w kroju sukienki, kobiece płaszczyki, peleryna, a nawet damski garnitur. Zaintrygowały mnie skórzane ramoneski ze spiczastymi ramionami. Spodobała mi się czarna marynarka z bufkowymi rękawami. Kolorystyka kolekcji – zgaszone zielenie, szarości, brązy, czerń i bordo – odbiegała od pastelowych, “grzecznych” kolorów, do jakich przyzwyczaiło nas bizuu.

Za szybko idą, nie można się nacieszyć! – wyrwało się komuś w rzędzie za mną. Rzeczywiście modelki szły szybko i szybko znikały za zakrętem – wybieg był poprowadzony wokół belvederskiego namiotu i zakręcał kilkakrotnie, co sprawiało, że bliższe przyjrzenie się sylwetkom nie było łatwe. Wśród gości było sporo klientek bizuu i to pewnie jednej z nich wyrwał się ten okrzyk. bizuu, choć istnieje od niedawna, już ma wierne grono sympatyków. Całkiem spora grupa przyjechała na pokaz z Poznania, skąd pochodzą projektantki. Czy to nie miłe, że dzisiaj, kiedy coraz mniej jest osób, którym się chce, są takie, które przyjeżdżają na jeden wieczór z innego miasta? Myślę, że stałe klientki bizuu znajdą w tej kolekcji coś dla siebie. Po odjęciu pokazowej stylizacji (która jednak trochę przygniotła swoim przepychem), powinny odsłonić się dziewczęce i romantyczne fasony, a te zawsze cieszą się powodzeniem.

Szczęśliwe siostry bizuu w finale pokazu
(przepraszam za zamazane zdjęcie zrobione komórką, mea culpa)

Obserwuję bizuu od początku i od początku lubię tę markę. Trzymam kciuki za to, by jej się wiodło coraz lepiej. bizuu startowało niewiele ponad dwa lata temu z maleńkim butikiem w Starym Browarze (zagospodarowało fragment korytarza), a dzisiaj ma 3 butiki w Polsce, w tym jeden przy modnej warszawskiej ulicy Koszykowej. I właśnie miało pokaz w Łazienkach Królewskich. Niezły debiut na warszawskiej mapie mody.

Życzę siostrom bizuu, by pozostały romantyczne, ale i rozważne, bo wkroczywszy na arenę warszawskich pokazów mody (oraz pole rażenia warszawskich komentatorów) trzeba się uzbroić w spokój i z rozwagą pochodzić do dalszych działań. Myślę, że pomysł zrobienia pokazu w Łazienkach był bardzo odważny i za wybór miejsca należą się Zuzie i Blance brawa! Żałuję, że stylizacja nieco zagłuszyła same projekty. Następnym razem warto pokazać więcej bizuu w bizuu. A kolekcję z przyjemnością obejrzę na spokojnie w butiku. Może nawet przymierzę pewną marynarkę, którą mam na myśli…?

FacebookTwitterPinteresttumblr

Today I’m wearing #2

To the launch of the new jewelry collection by W. Kruk, I decided to wear something chic yet understated. The starting point for my look was a newly acquired iPad case/clutch from Ted Baker’s in pink (in fact, Schiaparelli’s shocking pink). I thought a dark shade of purple would go well with it, so I went for a COS top and paired it off with my all-time favorite A-line H&M black scuba skirt. I completed the look with purple and silver strap t-bar heels from kg by Kurt Geiger and, in keeping with the theme of the event, jewelry by W. Kruk.

Photos 1 and 2 by Katarzyna Piotrowska-Skiba and Marcin Wziontek for W. Kruk. Photo 3 by TP.

FacebookTwitterPinteresttumblr