Mądra książka

Michała poznałam kilka lat temu. Był moim drugim nauczycielem stepowania. Wróciwszy z Londynu, gdzie stawiałam pierwsze kroki na zajęciach tap dancing w słynnym Pineapple Studio, szukałam kogoś, kto by mnie dalej poprowadził. I tak trafiłam na Michała, który przez kilka miesięcy cierpliwie znosił moje pomyłki, spóźnienia i głośne tupanie, kiedy mi coś nie wychodziło. A nie wychodziło mi często. Nasze wspólne lekcje się skończyły – nie pamiętam już dlaczego – ale pozostaliśmy w kontakcie. Kibicowałam Michałowi, kiedy ze swoją stepującą grupą brał udział w Mam Talent. Służyłam radą, kiedy o nią prosił. A kiedy powiedział mi, że napisał książkę, wiedziałam, że zrobi wszystko, by ujrzała światło dzienne. I tak się stało.

Mądrość z natury to rymowane bajki o miłości, szacunku, przyjaźni, tolerancji i cudach natury. Powstały, kiedy Michałowi urodziła się córeczka Matylda. Jej przyjście na świat sprawiło, że Michał Zawadka, dotychczas piszący do szuflady, postanowił zmierzyć się z wyzwaniem wydania książki. Na premierze łamał mu się głos. Jego wzruszenie udzieliło się nam wszystkim. Dopiero, kiedy posadził przy sobie swoją córeczkę, zdołał powiedzieć parę słów.

 Michał i jego mała muza Matylda

To wzruszenie było całkowicie uzasadnione. Bo Michał, który wierzy w możliwości umysłu, przekraczanie barier i osiąganie rzeczy niemożliwych i który swoje wydawnictwo nazwał Mind&Dream, dokonał cudu. W projekt zaangażowało się wielu przyjaciół Michała, a także wiele znanych osób.  Bajki czytają Piotr Adamczyk, Krystyna Czubówna, Karolina Gruszka, Joanna Jabłczyńska, Cezary Pazura i Maciej Stuhr, a kołysankę śpiewa Robert Janowski. Książkę przetłumaczono już na wiele języków świata, w tym nawet na “przysłowiowe krzaczki”, czyli chiński oraz – uwaga! – na Braille’a. Warto wiedzieć, że złotówka z każdego sprzedanego egzemplarza przekazywana jest na Unicef.

 Mądrość z natury pisana Braille’m

Zbliżają się święta. Warto kupić pod choinkę prezent nie tylko ładny, ale i mądry. Ta pięknie zilustrowana książka na pewno nim jest. Powstała z marzeń i choćby dlatego warto ją mieć.

fot. Mądrość z natury

FacebookTwitterPinteresttumblr

Warszawska Nolita

Jeśli mieszkacie w Warszawie, wybierzcie się do Nolity – pierwszej autorskiej restauracji Jacka Grochowiny. Twórca, właściciel i szef kuchni zdobywał doświadczenie w londyńskim hotelu Ritz oraz wyróżnionych gwiazdkami Michelin restauracjach Le Gavroche i Tom Aikens. Nolita to miejsce, gdzie warto przygotować podniebienie na najwyższych lotów doznania kulinarne.

Wejście do restauracji NOLITA, ul. Wilcza 46

Miałam okazję spróbować domowego makaronu linguine z ośmiornicą oraz rzadko spotykanego w menu polskich restauracji fish cake, czyli ‘ciastka rybnego’. Oba dania były wyśmienite. Poprzedził je krem z białych warzyw, podany jako amuse-bouche w miniaturowej szklance oraz wypiekane na miejscu pieczywo, podane z masłem na różowej tafli soli. Tym, którzy chcą przetestować Nolitę, polecam skorzystanie z menu lunchowego – 2 dania w cenie 69 zł lub 3 w cenie 79 zł to propozycja warta grzechu.

Sala restauracyjna (fot. Nolita)

Nazwa restauracji nawiązuje do manhattańskiej dzielnicy Nolita (North of Little Italy), tętniącej życiem restauracyjnym. Warszawskie zagłębie restauracyjne powstaje w okolicach ulic Poznańskiej i Wilczej i tam właśnie otworzyła się Nolita. Nazwa i wystrój wnętrza (elegancko, ale swobodnie) to nie jedyne międzynarodowe akcenty tego miejsca. Na otwarciu restauracji grał amerykański muzyk jazzowy Nathan Williams, o którym pisałam na blogu w kontekście fortepianu Whaletone, zaś logo zaprojektował mieszkający w Warszawie Londyńczyk Trent Payne, który na swoim koncie ma kreacje dla takich marek, jak Laurent Perrier, Glenfiddich, czy BBC.

Logo by Trent Payne @ 77 Creative

Nad całością doznań pod marką Nolita czuwa polski szef Jacek Grochowina, który w warszawskiej restauracji o nowojorsko brzmiącej nazwie proponuje kulinarny spektakl na prawdziwie światowym poziomie. Polecam!

FacebookTwitterPinteresttumblr

Baileys by Philip Treacy

Jest kobietą, kocha modę i przyjęcia. Ma swoje tajemnice, fascynuje, inspiruje i uwodzi. – tak zaczynało się zaproszenie na prezentację nowego mariażu w świecie mody – awangardowego projektanta kapeluszy Philipa Treacy z kobiecym likierem Baileys. Jednym słowem małżeństwo doskonałe. Przynajmniej dla mnie. Kapelusze by Philip Treacy podziwiam od lat, a szklaneczce Baileys zwykle nie odmawiam. Odmówiłam jednak wczoraj, ceremonialnie umoczywszy jedynie usta, gdyż w planach miałam yogę i nawet Baileys nie miał szans zmienić moich planów. Za to na pewno dzisiaj się skuszę. Ale do rzeczy. A raczej – do kapeluszy.

Dotyk Philipa Treacy, czyli Baileys w kolorach tęczy
(fot. serwis prasowy)

Zaprojektowana przez Treacy’ego butelka jest piękna. Mieni się refleksami głębokiego fioletu i jest ozdobiona tęczową tiarą, specjalnie stworzoną na okoliczność tej współpracy. Żałuję ogromnie, że nie wyprodukowano miniaturowych grzebyków w kształcie tiary – nie pogardziłabym takim grzebykiem spod ręki samego Philipa T. Choć nie mogę narzekać, gdyż jestem posiadaczką wieczorowej torebki jego projektu. Nabyłam ją 8 lat temu podczas London Fashion Week. ‘Andy Warhol by Philip Treacy LONDON’ – to brzmi dumnie! To jedna z moich ulubionych fashion trophies.

 My Very Own Philip Treacy

Na przyjęcie prezentujące kolekcję Treacy for Bailyes wybrałam się z Miss Heel – naszą polską kapeluszniczką i – podobnie, jak ja – wielką fanką talentu Treacy’ego. Z czterech zaprojektowanych kapeluszy, nasz największy zachwyt wzbudził ten ze szmaragdowych piór. Feathered Treacy jest po prostu prze.pięk.ny. W mojej skromnej kolekcji nakryć głowy brakuje jeszcze ozdoby z pracowni irlandzkiego projektanta. Będę ją wizualizować przy szklaneczce Baileys…

Diament, szmaragd i … Baileys
rys. Anna Halarewicz
(fot. serwis prasowy) 

PS. W informacji prasowej przeczytałam, że kolekcję kapeluszy Baileys by Philip Treacy będzie można wygrać w konkursie, który ma zostać zorganizowany w styczniu 2013. Nie wiem, jak Wy, ale ja na pewno wezmę w nim udział:)

FacebookTwitterPinteresttumblr

Zagłosuj na Agnieszkę:)

Agnieszka Cegielska została nominowana do finału IV edycji plebiscytu Gwiazdy Dobroczynności, w kategorii Darczyńca Organizacji Społecznej. Ogromnie się ucieszyłam, bo od wielu miesięcy, z racji tego, że pracuję z Agnieszką, obserwuję, jak bardzo się angażuje w fundację ze swojego rodzinnego Malborka. Fundacja Szkoła Otwartych Serc, której Agnieszka jest Ambasadorką, to szkoła, która troszczy się o dzieci niezależnie od ich zdolności i umiejętności. W swojej misji ma wpisane: Szkoła z sercem ma dochować wierności uczniom: jeśli naukę rozpoczyna 25 dzieci, to “zgubienie” po drodze choćny jednego ucznia stawia pod znakiem zapytania cały fundament etyczny szkoły. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz przeczytałam zdanie o tym, że nie można zgubić nawet jednego ucznia, ogromnie się wzruszyłam.

Królowa Dziecięcych Serc – Agnieszka w papierowej koronie od dzieci z fundacji

Agnieszka współpracuje ze Szkołą Otwartych Serc od 3 lat. Wiem, że jest w kontakcie z fundacją codziennie – dzwoni, smsuje. Zimą zdobywa dla dzieci buty, czapki i ciepłe kurtki. Pamiętam, jak opowiadała mi o tym, jak mierzyła z opiekunkami stopy dzieci, żeby upewnić się, że dostaną dobry rozmiar. Znalazła sponsora na zakup krzesełka rehabilitacyjnego dla głuchoniewidomego chłopca. Dzięki jej zaangażowaniu fundacja zebrała w tym roku rekordową sumę ponad 15 tysięcy złotych z 1% podatku. Co roku Aga organizuje i prowadzi koncert charytatywny na Zamku w Malborku, gdzie licytowane są rzeczy znanych osób, a dochód przekazywany na fundację. Zdobyła m.in. rakietę Agnieszki Radwańskiej, czy ostatni egzemplarz książki Kamila Durczoka. Wiem, że najbliżsi przyjaciele Agnieszki przez cały rok odkładają rzeczy, które później przekazują na licytację. Agnieszka po prostu zaraża pomaganiem…

Swoją pomoc niosła dotychczas po cichu, z potrzeby serca. Wspólnie z panią Dorotą z fundacji postanowiłyśmy zgłosić ją do plebiscytu, by nagłośnić jej działania. Ten konkurs to okazja, aby podziękować osobom publicznym za piękny gest, jakim jest działanie dla innych, ale też szansa dla wspieranych przez nie organizacji. Laureaci otrzymają czek o wartości 10 tysięcy złotych, który będą mogli przeznaczyć na wybraną przez siebie organizację społeczną. Jest o co walczyć.

Bardzo gorąco zachęcam do oddania głosu na Agnieszkę. Głosowanie rozpoczęło się wczoraj i potrwa do 6 stycznia. Codziennie można oddać 1 głos w danej kategorii. Wystarczy zarejestrować się na stronie konkursu i codziennie “kliknąć” w zdjęcie wybranej osoby. Można też głosować przez facebook. Ja od wczoraj klikam w Agnieszkę:)

FacebookTwitterPinteresttumblr