sweet_home_spa

Słodkie domowe SPA

Spieszę się. Umówiłam się na 19.00 na SPA. U mnie w domu. Mają do mnie przyjechać Ilona i Karolina, by zaserwować mi zabieg relaksacyjny. Po ostatnich zimnych dniach na myśl o relaksie robi mi się cieplej…

Wpadam do domu i robię błyskawiczny skan sytuacji. Pranie do sypialni, naczynia do zmywarki. W locie jem kanapkę i nastawiam wodę na herbatę. W pośpiechu tłukę szklankę. A niech to! To musi być na szczęście! – myślę na głos. I szybko zabieram się do sprzątania. Właśnie wtedy dostaję smsa: Tu Sweet Home Spa. Jesteśmy za 15 minut. Super pomysł – sms, tak na wszelki wypadek. Nie mi jednej zdarzyło się zapomnieć o umówionym spotkaniu, nawet tak miłym, jak relaksacyjny masaż. Szybko usuwam szklane pobojowisko i zapalam świeczki. Jestem gotowa. Dokładnie w tym momencie słyszę dzwonek do dzwi. Ufff, zdążyłam!

Ilona i Karolina przychodzą dokładnie o umówionej godzinie. Podczas, gdy ja biorę prysznic, one wyczarowują domowy gabinet kosmetyczny. Kiedy wracam do pokoju, czeka na mnie malinowa herbata (filiżankę i herbatę dziewczyny przywiozły ze sobą). Jestem mile zaskoczona. Chwilę rozmawiamy o ich domowym SPA – zaczęły zaledwie 2 miesiące temu, a już mają zapisy na zabiegi. Oczywiście, niecierpliwią się i marzą, żeby było ich więcej. Uspokajam je, że to dopiero początek, a początki zawsze są trudne. Osobiście wierzę w domowe usługi. To tylko kwestia czasu, kiedy coraz więcej pań będzie chciało korzystać z zabiegów kosmetycznych w domowym zaciszu. Szybciej, wygodniej i milej.

Słodkie specjalistki – Karolina i Ilona

Zaczynamy. Najpierw peeling całego ciała. Zmywam go pod prysznicem (we własnej łazience). Potem masaż na cztery ręce. Olejek do masażu ma zapach czekolady i pomarańczy. Zapomniałam zapytać, z jakiej jest firmy, ale przypomina mi kupowane w Londynie czekoladowe kosmetyki Origins (niestety, nie ma już ich w ofercie). Ilona i Karolina mogłyby wystartować w reprezentacji Polski w masażu synchronicznym – ich ruchy są idealnie zgrane i, co ciekawe, o tym samym natężeniu. Mam wrażenie, że masuje mnie jedna osoba o czterech rękach. Czy, kiedy zamknęłam oczy, dziewczyny przemieniły się w hinduską Shivę? Po masażu ciała czas na twarz. Podczas, gdy Ilona nakłada na moją twarz preparat (dowiaduję się potem, że to kosmetyk szwajcarskiej firmy Valmont), Karolina masuje moje stopy. Odpływam…

Kiedy wracam do rzeczywistości, okazuje się, że nie muszę się przebierać, nie muszę wsiadać do samochodu i nie muszę nigdzie jechać. Jestem we … własnym domu i mogę resztę wieczoru spędzić na czytaniu książki (po tym, jak skończę ten wpis na blogu oczywiście). Co za słodkie uczucie…

Polecam Sweet Home SPA wszystkim, którzy cenią sobie komfort, intymność i czas. A także miłą pogawędkę przy filiżance pysznej herbaty:)

FacebookTwitterPinteresttumblr

Leave a Reply