Cointreau Teese, czyli pora na fiołki

Cointreau Teese to koktajl opracowany przez ambasadorkę marki Ditę von Teese w 2009 roku, we współpracy z paryskimi ekspertami Cointreau. Smak koktajlu ma być kwintesencją jej upodobań – sama opisuje go w ten sposób: I think it’s a really beautiful, feminine cocktail. I’m fanatical about Cointreau Teese. It’s such a glamorous drink – and even better, it’s available in all the places I love to go out. It’s more than a cocktail – it’s a part of me. (To piękny, kobiecy koktajl. Uwielbiam Cointreau Teese. To taki szykowny drink, który można zamówić we wszystkich tych miejscach, gdzie lubię bywać. To coś więcej niż koktajl – to część mnie).

Dita von Teese i jej fiołkowy koktajl
fot.  mat. prasowe Cointreau

Światowa premiera koktajlu Dity odbyła się 22 lipca 2009 roku w klubie Avalon w L.A. W finale show “Be Cointreauversial” Dita zanurzyła się w fioletowej kąpieli w ogromnym kieliszku martini udekorowanym kryształami Swarovskiego. To musiał być widok! Więcej na temat hollywoodzkiej premiery Cointreau Teese przeczytacie tutaj. W Hollywood nie byłyśmy, ale postanowiłyśmy zrobić naszą własną premierę koktajlu Cointreau Teese.

 Popisowy numer królowej burleski, czyli kąpiel w Cointreau Teese
fot.  mat. prasowe Cointreau

Odbyła się w nieprzypadkowym miejscu – w tajemniczym butiku Uzerai. Wprawdzie nie było migocącego kryształami kieliszka martini z Ditą von Teese, za to blask roztaczała przepiękna biżuteria, która wyszła z pracowni najznamienitszych światowych projektantów – Toma Binnsa (ulubieniec Michelle Obama), Shauna Leane’a (jego diamenty kupuje sułtan Brunei), Lary Bohinc (od 12 lat konsultuje projekty Cartiera), czy duetu Wouters & Hendrix (bywa u nich Steve Tyler z Aerosmith). Miałyśmy wyjątkową okazję przymierzyć klejnoty gwiazd i poczuć się jak na czerwonym dywanie przed wejściem na oskarową galę. Przymierzanie zamieniło się również w kupowanie, co mnie nie dziwi, bo tej biżuterii trudno się oprzeć…

Zaprojektowana kilka lat temu bransoletka Lary Bohinc nadal budzi pożądanie

Agnieszka Cegielska przymierza pierścionek;

Przejrzawszy się w blasku szlachetnych kamieni, oddałyśmy się urokom komponowania koktajli. Dotychczas największym powodzeniem cieszył się różowy Cointreaupolitan (pisałam o nim tutaj). Ale właśnie pojawił się godny następca – fiołkowy Cointreau Teese. To koktajl, który oddaje zarówno intrygującą osobowość Dity von Teese, jak i przewrotną naturę likieru Cointreau – początkowo wydaje się słodki jak cukierek, ale po chwili wyczuwalna jest nuta gorzkiej pomarańczy, przełamana kwaskowatą limonką.

Bogna, Maja i Malina przysłuchują się recepturom koktajli na bazie Cointreau

A oto bohater wieczoru – Cointreau Teese udekorowany prawdziwymi fiołkami:)

Przepis na Cointreau Teese jest bardzo prosty:
40ml Cointreau
20ml soku jabłkowego
15ml fiołkowego syropu Monin Violet
15ml świeżego soku z limonki
Zmieszać w shakerze i podać w kieliszku do martini.
Zwilżyć brzeg kieliszka kawałkiem świeżego imbiru.
Voila!

Więcej zdjęć z Cointreau Rendez-vous w Uzerai znajdziecie na facebooku.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Bizuu w moim ulubionym kolorze

Z przyjemnością skorzystałam z zaproszenia na premierę prasową jesiennej kolekcji bizuu. Króluje w niej kolor szary (mój ulubiony!) we wszystkich odcieniach. Tym razem nie ma pasteli, do których już zdążyłyśmy się przyzwyczaić. Chciałyśmy oddać klimat jesieni w kolorze. – Blanka Jordan, połowa kreatywnego duetu bizuu, najwyraźniej czyta w moich myślach – Pozostajemy wierne formie, charakterystycznej dla naszych projektów.

Rzeczywiście, sukienki są nadal bardzo bizuu – kuszą falbankami, bufkami, cięciami podkreślającymi atuty kobiecej sylwetki. Oprócz sukienek w kolekcji znajdziemy sporo żakietow z mięsistych, ciepłych tkanin. Wypatrzyłam także krótkie seksowne szorty, koronkowe długie suknie oraz – nowość w ofercie firmy – płaszcze i peleryny.

Podczas śniadania prasowego nową kolekcję prezentowały dwie piękne modelki – Kamila Szczawińska i Renata Kaczoruk. Co chwilę przebierały się w nowe stroje, z wdziękiem przedstawiając kolejne odsłony kolekcji.

Moim faworytem została cekinowa sukienka w odcieniu gołębiej szarości. Podoba mi się jej prosta forma, przełamana bufkowymi rękawami oraz nieco dłuższym tyłem. Nie mogłam się powstrzymać, by jej nie przymierzyć, choćby do zdjęcia.

Kurtka Motacilla

Założę się jednak, że jednym z bestsellerów nowej kolekcji będzie ta kurtka. Podobno wszyscy o nią pytają. Uszyta z ortalionowej tkaniny, trochę przypomina lekką sportową puchówkę. Wytłaczane kwiatowe wzory nadają jej jednak modowy sznyt (zamieszczam zdjęcie z materiałów prasowych, by lepiej widać było jej fakturę). Myślę, że będzie wdzięcznym dodatkiem do małej czarnej, nawet na “małe wielkie” wyjście.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Having a Hoot in Brick Lane

I haven’t been to Brick Lane for a while. I am thrilled to find it packed with pop-up fashion boutiques, vintage clothing markets and artists’ stalls. Having resisted the sales in the West End (OK, not quite – I did buy a pair of lovely wedges at Banana Republic), I succumb to the joy of browsing (which, incidentally, turns into buying) in the East End of London. Here is my shopping trip in pictures.

Backyard Market showcases work of various designers, including fashion and graphics.
We acquire a few amazing photography pieces.
As I’m leaving the market, an intriguing drawing of an owl catches my eye.
I decide to talk to the author, who turns out to be a charming print designer,
making patterns on t-shirts and dresses.
I try on a few pieces, and after a little deliberation, decide on a peacock over the owl.
And here I am, oh-so-proudly flashing this grey number.
Next time I’m in London, I will definitely go back to Brick Lane to hunt for more fashion treasures. I’m always happy to support artistic talent. Besides, you never know, over time a market stall may turn into a big label and I may turn into the owner of a vintage piece from the first collection…
FacebookTwitterPinteresttumblr

A w DeliEs … lato pełną gębą:)

Już nie mogłam doczekać się lipcowej karty w DeliEs! Czerwcowa była dla mnie zbyt mięsna, a że mięsa nie jadam, czekałam na zmianę kulinarnej warty. Warto było czekać. W ubiegłym tygodniu wróciłam z Londynu i, choć oddałam się tam małej kulinarnej rozpuście (hmmm, może o tym napiszę na blogu?), muszę przyznać, że stęskniłam się za Delikatesami.

 Lipiec w DeliEs, a w nim – lato pełną gębą!

Wpadamy do restauracji praktycznie z lotniska… Jestem rozdarta… – wzdycham do Hani, która przyjmuje od nas zamówienie. Między czym? – pyta Hania. Między halloumi a łososiem… – odpowiadam szybko. No tak, to całkiem naturalne rozdarcie – mówi Hania, kiwając ze zrozumieniem głową. Hmmm, nie pomagasz mi – myślę – ale decyduję się wreszcie na sałatę z grillowanym serem halloumi, rzadkość na restauracyjnych kartach. Nie żałuję wyboru. Grillowany ser halloumi smakuje wybornie, a kombinacja sałaty, awokado, kolendry i żurawiny w kwaskowatym dressingu doskonale uzupełnia jego smak. Miłym zaskoczeniem są dla mnie słodkawe prażone migdały, które przyjemnie chrupią między zębami…. Mój mąż zamawia filet z kurczaka na sałatce z żółych i malinowych pomidorów, z mozzarellą i bazyliowym pesto. Zostawię sobie połowę na lunch jutro – mówi, widząc wielkość porcji. Kurczak znika z jego talerza w trakcie naszej rozmowy. No cóż, chyba na lunch będzie coś innego;)

Sałata: grillowany ser halloumi, 32 zł
Danie główne: filet z kurczaka, 34 zł
Mam ochotę na czerwone wino – zamawiamy dwie lampki włoskiego Primitivo. To wyborne wino, zamawiam je nie po raz pierwszy. Jest wyraziste, ale aksamitne. Z przyjemnością wracam do tego smaku.
 Primitivo – Apulia, Włochy. Kieliszek 19 zł, butelka 90 zł

Kolejna moja wizyta w DeliEs nieuchronnie kończy się zamówieniem łososia pod ziołową kruszonką, na maślanych warzywach. To dość sycące danie, więc polecam je bardzo wygłodzonym gościom. Marchewka, cukinia, szpinak i bób – delikatnie maślane i doprawione ziołami po prostu rozpływają się w ustach…

Danie główne: łosoś, 39 zł

W planach mam jeszcze zupę wino i pomidory oraz krewetki z patelni. Poluję też na sernik na płatkach owsianych z borówkami. Ten deser ciągle znika z karty. Ciekawe dlaczego?;)

Zdjęcia potraw: Monika Motor

PS. Wpadnijcie we wtorek (10 lipca) na koncert. W ogrodzie Delikatesów Esencja zagra ambient jazzowa formacja J.A.A. w składzie Duda/Dzeljiji/Młynarski. Wstęp wolny. Do zobaczenia?

FacebookTwitterPinteresttumblr

Celebrating 20 years of the famous red sole

I’m mesmerized by the Louboutin retrospective at the Design Museum in London. It’s beautiful, sexy and oh-so-chic! From the moment you walk in, you just want to touch every shoe on the display (touching not allowed), or take a picture of it (photography not allowed). Because you can’t, some visitors (female, mostly) resort to mmm-ing, heavy breathing, or even – groaning. I’m not kidding, at times I felt like I was at a fetish show… There is indeed The Fetish Room at the exhibition. Visitors are warned about images of partial nudity and  can bypass The Fetish Room by taking a corridor which leads directly into The Atelier, should the images be unsuitable for them. May I just say, bypass I did not. The Fetish Room was fabulous! It presented one-off designer pieces, not really made for wearing, more so for admiring…

The retrospective is relatively small, but it has depth and it’s very inspiring. When leaving, I only had one thing on my mind – will there be a small Louboutin concession at the museum’s shop? Sadly, there wasn’t… Which is a shame, as it would make breakthrough sales! All of those women, smitten with all those amazing shoes, ready to spend any money to buy their very own pair of red sole Loubis?? Instead, Lucozade Revive drinks were given away at the exit. Hmmm, I did need one to get back to reality…

As photography is forbidden at the Louboutin show, 
this is my only picture, taken at the entry

The Louboutin show closes on July 9th, so hurry up to see it.
Design Museum, London. Ticket price: GBP 11.

As read in Vogue UK: The retrospective has been named the Design Museum’s all-time most popular exhibition, breaking all previous visitor figure records with an average daily attendance of 910 visitors. The showcase has, to date, attracted 38,000 shoe fans – more than Manolo Blahnik in 2003.

And a recent update from July 10th – if you want to recreate iconic Louboutin heels on a budget, buy some red paint. I’m not kidding, read this article.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Do nothing in Warsaw but do come to Wearso!

To już ostatni odcinek opowieści streszczonej w artykule Mapa modnych miejsc, opublikowanym na łamach Viva! Moda nr 2/2012.  O Wearso pisałam już wcześniej, teraz dorzucam więc garść informacji, głównie w związku z nową kolekcją.

Odkryłam tę markę szukając w internecie informacji na temat ekologicznej mody. Wybrałam się do butiku, by skonfrontować wirtualną rzeczywistość z tzw. realem. Było warto – kupiłam biały super wygodny t-shirt. Kolejna wizyta w sklepie? Dwie sukienki z bambusa. Już wiedziałam, że się uzależniłam.

Pracownia Wearso, choć adres ma na modnej Mokotowskiej, mieści się poniżej poziomu ulicy. Miejsce dla wtajemniczonych? Niewątpliwie, choć tych jest coraz więcej, bo podobno już w kwietniu były zapisy na rzeczy z nowej kolekcji, która ujrzała światło dzienne w połowie czerwca. 

Yes, you will come back for another bag, I promise!

W Wearso króluje spokój. To niewątpliwie zasługa Oli Waś, która stworzyła to miejsce. Jestem przeszczęśliwa, bo wreszcie mamy 100%-owe organiczne metki! – wita mnie w drzwiach. Walczyła o ten sklepik wiele miesięcy, jak i o tkaniny, z których szyje swoje projekty – organiczną bawełnę i bambus. W nowej kolekcji zadebiutowała organiczna flanela. Są też nowe kolory, a wśród nich antracyt, gruszkowy sorbet i gołębi błękit, który Ola nazwała kolorem letniej nawałnicy:) Projektantka Wearso tworzy w duchu slow fashion, toteż nowa kolekcja jest ewolucją, nie rewolucją. Obok takich bestsellerów jak sukienka Boof Baf, pojawiły się legginsy, sukienka z peleryną oraz z czterema rękawami. Ja skusiłam się na prostą sukienkę w kolorze bitej śmietany – mniam… Po głowie chodzi mi gruszkowa bombka. Ostrzegam, że ta marka uzależnia. Ale chyba dobrze być uzależnionym od dobrej marki?

Razem z moją przyjaciółką prezentujemy Wearso 
– ja w śmietanowej sukience z nowej kolekcji, Ania w koszulce z sercem z poprzedniej

A to gruszkowa bombka, na którą mam apetyt…

By zobaczyć całą kolekcję Do nothing in Warsaw, kliknij tutaj.

FacebookTwitterPinteresttumblr