Bo wszystkie Magdy to fajne dziewczyny!

Wczoraj facebook opanowała wiadomość o odejściu Magdy Prokopowicz, założycielki fundacji Rak ‘n’ roll. Ja napisałam na facebooku tylko tyle: Nie znałam Magdy Prokopowicz osobiście. Z oddali, z szacunkiem, kibicowałam jej działaniom. Magda nie przegrała z chorobą. Wygrała siebie na kilka lat, zaraziła innych swoim optymizmem, zrobiła tyle dobrego. Oby to, co firmowała swoim nazwiskiem, przetrwało. Jak najpiekniej…
Dzisiaj przypomniałam sobie, że byłam świadkiem, jak jesienią ubiegłego roku Magda P. odbierała wyróżnienie w III edycji konkursu Sukces Pisany Szminką. Wruszyła się wówczas tak bardzo, że schodząc ze sceny zemdlała. Przypominałam sobie też, jak wiosną tego roku pisała o niej Magda Łyczko na swoim blogu zaradna-mama. Obie wierzyłyśmy, że wyroluje raka. Tak się nie stało. Jak pokazuje przykład naszej imienniczki, życie potrafi płatać figle i ważne jest, by choć trochę je trochę przechytrzyć i nie dać się zmęczyć troskami życia codziennego. Jedyne, co możemy zrobić, to pomóc tym, którzy potrzebują pomocy.
Zaradna Magda Łyczko mogła po prostu zorganizować pokaz gwiazd podczas Warsaw Fashion Street. Ale chciała zrobić coś więcej, chciała pomóc innym. Oprócz kilkunastu zaradnych mam-gwiazd, zaprosiła do współpracy również polskich projektantów. Poprosiła ich, by podarowali swoje kreacje na aukcję charytatywną na rzecz pomocy osieroconym i porzuconym dzieciom, podopiecznym stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce. Do akcji przyłączyło się  też kilka firm, które przekazały zabawki, książki, a także fundusze na pomoc dzieciom. A Fundacja Mówimy obrazami podarowała dla dzieci zestawy Bazgroszytów z rysunkami gwiazd.
Doskonale wiem, ile energii, czasu i emocji kosztuje przygotowanie takiego przedsięwzięcia. Dlatego bardzo jestem dumna z Magdy, że zrealizowała ten projekt. Po drodze się rozchorowała, prawie straciła głos, maile pisała po nocach, a każdą wolną chwilę poświęcała na spotkania w sprawie organizacji tego pokazu. Wspierałam ją duchem, sercem i starałam się jej pomóc, kiedy tylko mogłam. Dzisiaj kibicowałam jej podczas pokazu na Krakowskim Przedmieściu. Wszystko udało się znakomicie. Magda, jestem z Ciebie dumna! Wierzę, że jutro ochłoniesz i dotrze do Ciebie, że zrobiłaś kawał dobrej roboty dla dzieci i że jesteś nie tylko zaradna, ale także wielka! 
PS. Bo wszystkie Magdy to fajne dziewczyny:) 
Załączam kilka zdjęć z dzisiejszego pokazu:

Organizatorka pokazu Magda Łyczko z córeczką Polą i Katarzyną Glinką

Anna Głogowska z rezolutną córeczką Julką, która zrobiła furrorę na wybiegu

Paulina Smaszcz-Kurzajewska wsparta na ramieniu przystojnego syna

Magda Łyczko składa podziękowania wszystkim uczestnikom pokazu

Ala Szewczyk, dziennikarka Glamour, w rozmowie z Polą, córeczką Zaradnej Mamy

Relację po pokazie i podziękowania Zaradnej Mamy przeczytacie tutaj.

FacebookTwitterPinteresttumblr

COS me up!

Finally COS has come to Warsaw. I couldn’t help but be there. Bumping into (quite a few) familiar faces (you know who you are) was no surprise. I realized I’m not the only COS fan in town. It hurt…
I hope we all bought a different piece, otherwise there will be a lot of look-alikes next time we hook up;)

FacebookTwitterPinteresttumblr

Pora na Sisley

Na premierze prasowej nowego kremu Sisley jak zwykle unosiła się woń olejków roślinnych. Jestem uzależniona od tego zapachu – szepnęła siedząca obok mnie Agnieszka Cegielska. Agnieszka jest największą orędowniczką tej marki, jaką znam. Od kilkunastu lat nie rozstaje się z emulsją ekologiczną Sisley. Obie zaciągnęłyśmy się zapachem Global Perfect, podczas gdy prowadząca prezentację Iwona Kamińska z wdziękiem roztoczyła przed nami zalety kremu.

Poznałam Sisley pięć lat temu na premierze księżycowego zapachu Soir de Lune. Potem kilkakrotnie miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniach organizowanych przez tę markę. Również w tym, kiedy Warszawę odwiedziła jej założycielka – hrabina Isabelle d’Ornano, z domu Potocka. Zapamiętałam ją jako kobietę niezwykle elegancką. Pięknie mówiła po polsku, mimo iż od kilkudziesięciu lat mieszka we Francji.

Dzisiaj z uwagą przysłuchiwałam się opowieści o Global Perfect Pore Minimizer, firmowanym przez dom kosmetyczny Sisley. Mix wyjątkowych składników aktywnych (liść z herbaty jawajskiej, wyciąg z zielonej soczewicy, ekstrakt z białej wierzby i krzewu ratanhia) ma zapewnić kompleksową pielęgnację i poprawę skóry w każdym wieku. W moim wieku na pewno działa. Właśnie nałożyłam krem na twarz. Efekt widać gołym okiem.

SISLEY Global Perfect Pore Minimizer. W perfumeriach od września 2012.

Premiera perfum Soir de Lune w Pałacu na Wodzie, 2007.
Na zdjęciu stoję z Bogną Sworowską i Marzeną Wilkanowicz-Devoud.
FacebookTwitterPinteresttumblr

Desir Paris a Varsovie

Już nie trzeba jechać do Paryża – na Mokotowskiej jest butik, w którym zrobicie zakupy jak prawdziwe Paryżanki. Można się w nim poczuć jak w apartamencie z XVI dzielnicy – wysoki sufit, piękne sztukaterie na ścianach, drewniana podłoga, olbrzymie lustra, a na środku gustowna kanapa w stylu francuskim. Zaprojektowała go właścicielka, Nicole Soszyńska, która nad Sekwaną studiowała architekturę. Jej marzeniem jest stworzenie paryskiego azylu w Warszawie – można tutaj zrobić nie tylko zakupy, ale także wpaść na espresso, posłuchać francuskiej muzyki, czy przejrzeć ostatnie wydanie Vogue. Oczywiście przegryzając makaroniki Laduree.

Ofertę Desir Paristworzą przede wszystkim dwie marki ukochane przez Francuzki – Tara Jarmon i Gerard Darel. Pierwsza firmuje garderobę dla współczesnych Audrey – proste kolorowe sukienki, zgrabne marynarki, zwiewne bluzki. A wszystko ze szlachetnych tkanin i w bardzo przystępnej cenie. Carla Bruni wybrała sukienkę z kolekcji Jarmon na spotkanie z Michelle Obama. Gerard Derel to z kolei bardzo dobrej jakości linia basic – podkoszulki, swetry, jeansy i płaszczyki, w stonowanych klasycznych kolorach. Każda z nas ptrzebuje takich rzeczy w swojej szafie. Gerard Derel to także torby, ukochane przez gwiazdy – noszą je m.in. Angelina Jolie, Jessica Alba, Halle Berry. 

To miejsce powstało z miłości do Paryża. Polubią je kobiety, które cenią sobie wyrafinowaną, ale jednak bardzo klasyczną, a przede wszystkim wygodną modę. Na spotkanie przyszłam w płaszczyku kupionym w Paryżu – wiem dokładnie, o czym mowa.
Napisałam ten tekst zbierając materiały do artykułu Mapa modnych miejsc, opublikowanym w Viva! Moda nr 2/2012. Zajrzyjcie tutaj, by przeczytać więcej na ten temat. 
fot. Desir Paris

FacebookTwitterPinteresttumblr

Dziewczyna przyszłości jest Calineczką

Wchodzę na salę pełną młodych twarzy. Są uśmiechnięte, ale widać na nich napięcie. W odróżnieniu od wielu innych plebiscytów, finalistki III edycji konkursu Dziewczyny Przyszłości śladami Marii Skłodowskiej Curie nie znają werdyktu. Dowiedzą się za chwilę. Niecierpliwie rozglądają się po sali i spoglądają na zergarek.

Siadam obok szczupłej dziewczyny w czerwonej sukience. Przypomina mi Calineczkę. Wygląda na 16 lat, ma pewnie niewiele więcej. Wszystkie finalistki konkursu, od 3 lat organizowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i magazyn ELLE, nie mają jeszcze tytułu magistra. Mają za to ponadprzeciętne zdolności, które pozwalają im prowadzić badania i osiągać sukcesy w takich dziedzinach, jak fizyka, biologia molekularna, inżynieria materiałowa. Poszukują alternatywnych metod terapii nowotworów, pracują nad lekami na cukrzycę, badają rośliny transgeniczne. Nie pytajcie mnie o znaczenie wszystkich tych słów. Moja edukacja w dziedzinie nauk ścisłych zakończyła się w szkole średniej. Choć kończyłam klasę matematyczno-fizyczną, chodziłam dobrowolnie na kółko fizyczne i konstruowałam wyrzutnie rakietowe, najbardziej ze wszystkich zajęć lubiłam astronomię i do dzisiaj z wielkim sentymentem wypatruję na niebie gwiazdozbioru Kasjopei.

Rozpoczyna się odczytywanie nazwisk laureatek tegorocznego konkursu. Najpierw wyróżnienia. To nie ja! – mówi ‘Calineczka’, kiedy odczytano siódme i ostatnie wyróżnienie. Przychodzi czas na podium. Miejsce II zajęła Maria Żurek – pada ze sceny. Ojej! – woła dziewczyna w czerwonej sukience – To ja! Okazuje się być dziewczyną przyszłości nr 2 (a dodatkowo jeszcze laureatką nagrody specjalnej). Wiedziałam, obok kogo usiąść;)

Obserwuję ją na scenie, kiedy odczytywana jest laudacja – Maria rezolutnie spogląda na jury i kiwa głową, jakby na potwierdzenie swoich osiągnięć. A jest ich niemało. Jest studentką fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie pracuje nad (cytuję, bo nie jestem w stanie tego zapamiętać) “mechanizmami łamania symetrii ładunkowej, jednej z podstawowych symetrii fizyki cząstek elementarnych”. Ufff. Współpracuje z prestiżowym niemieckim Laboratorium Forshungszentrum Juelich, odbyła praktyki w największym na świecie, amerykańskim laboratorium Fermi National Accelerator Laboratory. Jakby tego było mało, jest prezesem uczelnianego koła naukowego, w ramach którego zorganizowała niejedno wydarzenie dla studentów. Słuchając tych wyróżnień nie mogę wprost uwierzyć, że to wszystko mieści się w tak małej osóbce. 

Dziewczyny przyszłości, a wśród nich ‘Calineczka’, czyli Maria Żurek (pierwsza z lewej)
oraz redaktor naczelna ELLE Monika Stukonis (pierwsza z prawej)

Ze wzruszeniem przysłuchuję się rozmowom laureatek i obserwuję ich zachowanie – są niezwykle skromne, ale jednocześnie silne, mądre, nowoczesne. To dziewczyny, które już teraz zdobywają świat. Jeżeli będą podążać śladami naszej podwójnej noblistki, nagroda Nobla wydaje się być tylko kwestią czasu. 

PS. W kuluarach zamieniam kilka słów z redaktor naczelną ELLE. Rozmawiamy o tym, jak ważny jest ten konkurs, ale także o tym, że na ogłoszenie wyników przybyło tak mało przedstawicieli mediów. Nie ma tutaj wprawdzie czerwonego dywanu i tłumu gwiazd, nie ma paparazzi, ale przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, by promować talenty i wspierać młodych ludzi. Mam nadzieję, że za rok będzie więcej dziennikarzy, którzy uznają to wydarzenie za interesujący temat.

FacebookTwitterPinteresttumblr