Cointreauwersyjny wieczór

Przepis na udany wieczór = doborowe kobiece towarzystwo + ciekawe miejsce + Cointreau + dobry humor.

Spotkałyśmy się w kameralnym gronie w Red Onion concept store & cafe, by poznać tajniki przyrządzania koktajli na bazie słodko-gorzkiego likieru Cointreau. Już po pierwszym poczułyśmy się, jakbyśmy wszystkie znały się od lat.

 

Małgosia Minta aka Minta eats i Basia Starecka aka Nakarmiona Starecka 
testują pierwszy drink, czyli Cointreau na lodzie

Kobiety za barem, jest cointreauwersyjnie!

Po drugim koktajlu zaczęły padać pytania do barmana. Barman, z wrodzonym wdziękiem i wielką cierpliwością kilka razy powtarzał tę samą recepturę. Chciałyśmy mieć pewność, że zapamiętamy i na następnym domowym przyjęciu oczarujemy gości profesjonalnie przygotowanymi koktajlami. Odetchnęłyśmy z ulgą, kiedy dowiedziałyśmy się, że wszystkie przepisy są w książeczce, którą dostaniemy na pożegnanie. Ufff!

Barman Grzegorz prezentuje tzw. chwyt sześcioma palcami
(tylko dla wprawnych graczy).
Małgosia Minta zbiera dokumentację na blog.

Największym powodzeniem cieszył się koktajl Cointreaupolitan. Sama własnoręcznie przyrządziłam dwa. Były pyszne!

Oto przepis:
50ml Cointreau
30ml soku żurawinowego
20ml soku z limonki (lub cytryny)
lód
Wymieszać w shakerze i podać ze skórką z cytryny. Elegancki, wyrafinowany i lekki.

Do przyrządzania Cointreaupolitana przydaje się shaker z zaznaczonymi proporcjami

Spostrzeżenia uczestniczek wieczoru:
1. Mieszane drinki nie są niebezpieczne, pod warunkiem, że wszystkie są na bazie Cointreau.
2. Wieczory kobiece są fajne. Warto organizować takie spotkania częściej.
3. Istotnym czynnikiem powodzenia jest przystojny barman.
Niniejsze postulaty należy wprowadzić w życie od zaraz!

Be cointreauversial. Cheers!

PS. Dziękuję, że byłyście. You know who you are:)
Więcej zdjęć ze spotkania znajdziecie na facebooku.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Deni Cler zaprasza do Poznania

W poznańskim Starym Browarze otwarto właśnie nowy salon Deni Cler. Nie jest ogromny, ale dzięki kilku sprytnym rozwiązaniom sprawia wrażenie przestronnego. Jest dużo bieli i światła, a olbrzymie tafle lustra – na mnie zawsze działają hipnotyzująco! – dodają przestrzeni. Wygodne fotele przy przymierzalniach aż proszą, by na nich usiąść. Znakomite rozwiązanie dla partnerów lub przyjaciółek – czekanie staje się wówczas takie przyjemne…

Deni Cler Milano w Starym Browarze zaprasza na zakupy

Natalia, kierowniczka salonu, w rozmowie z Katarzyną Niezgodą, prezes Deni Cler
(fot. Piotr Dyba)

Magda po drugiej stronie lustra (nie mogłam się powstrzymać:)

Z Mateuszem Nowogrodzkim, który czuwa nad wystrojem salonów Deni Cler
(fot. Piotr Dyba)
FacebookTwitterPinteresttumblr

Patchworkowa komoda

Dwa tygodnie temu przeczytałam na blogu Patchwork & Co.: Pozbywam się mebli, a przynajmniej części. Natychmiast postanowiłam się dowiedzieć, jakie meble zostaną wyeksmitowane z artystycznego mieszkania Agi P. – mistrzyni DYI (czyli ZTS = zrób to sam) i słynie z robienia czegoś z niczego. Nie są to bynajmniej domowe robótki, jakie wszyscy produkowaliśmy –  przygryzając język – na zajęciach ZPT, ale prawdziwe designerskie cuda, które zmieniły oblicze niejednego mieszkania. A w moim przypadku biura, do którego szukałam ostatniego mebla. Czy uwierzycie, że miała to być komoda z szufladami, a Aga właśnie taki mebel miała na zbyciu?

 Komoda by Aga P. – żółty mebel z Ikei pokryty srebrnym szlagmetalem

Dzisiaj komoda przyjechała do naszego biura. Mam nadzieję, że się zadomowi. Znalazła się wprawdzie w zupełnie innym otoczeniu – u Agi miała dość eklektyczne towarzystwo, u nas jest spokojniej. Może przez to czuje się ważniejsza? Zaprzyjaźniam ją z białym królikiem. Mam nadzieję, że przypadną sobie do gustu.

Komoda u Agi P. pod opieką storczyków

W naszym biurze komody pilnuje biały królik
Ciekawe, czy jest zaczarowany?

FacebookTwitterPinteresttumblr

Les Laloushkas

When I met Gregory and Louis in Paris earlier this year, I knew they were two very special people behind a very special brand. When I came back to Warsaw, I was thinking about a gift for them. I simply wanted to return the favor of inviting me to the press launch of Les Garcons. The gift had to be special and related to fashion but I didn’t want to buy anything. Hand-made personalized Laloushka dolls seemed to be a perfect idea. Marta Hryniak, the doll designer, has done an amazing job recreating the looks of Les Garcons! We have also made a gift for Chantal Thomas, an established lingerie designer, knowing she’s a very close friend of Les Garcons. And so the dolls were couriered off to Paris…

I have just received photos from Gregory, taken during Festival des Jeunes Createurs de Mode de Dinard (International Festival of the Young Fashion Designers). So, here they are – Gregory, Louis and Chantal, holding their very own personalized Laloushka dolls. I think the resemblance is uncanny!

Gregory, Chantal and Louis present their dolls

Close-up on Laloushkas
 Mini Gregory and Louis, enjoying the view from the balcony

I also received a very personal message from Gregory and Louis, here is an excerpt from it: They are incredible! It is really us! The first time someone made a doll of the both of us. We are very honored! And thanks to Marta for the amazing work.
I thank you, I am truly touched. And, Marta – you’re a star!

PS. To read my interview with Gregory Lamaud of Les Garcons, click here.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Moje spotkanie z Teresą Kruszewską

W sali Akademii Sztuk Pięknych tłum gości. W pierwszej sali trochę luźniej, za to do drugiej nie można się przebić. Mogę się tylko domyślać, że jest w niej bohaterka dzisiejszego wieczoru – architekt wnętrz Teresa Kruszewska. Obejrzawszy kilka projektów, wycofuję się do foyer, by kupić katalog prac profesor Kruszewskiej. Pachnie świeżą farbą drukarską, właśnie przyjechał z drukarni. Z katalogiem pod pachą robię drugie podejście do sali nr 2. Trochę się rozluźniło, choć wokół Teresy Kruszewskiej wianuszek gości – znajomi, przyjaciele, studenci. I zapewne kilka osób takich jak ja – niezwiązanych z twórczynią, ale zachwyconych jej pracami.

Krzesełko Muszelka z roku 1956
– kultowy projekt Teresy Kruszewskiej.
Na potrzeby wystawy wykonano 2 muszelki wg oryginalnego projektu.
Na jednej z nich można usiąść:)

Ustawiam się w kolejce do podpisu. Teresa Kruszewska stoi – mimo wielokrotnych próśb nie chce usiąść. Na stojąco jest mi wygodniej – tłumaczy. Czy ktoś z Państwa ma czarny długopis? – pyta po chwili. Jak na złość wszyscy mamy długopisy z niebieskim tuszem. Pani Teresa nie chce niebieskiego. Nie zacznie podpisywać katalogów, dopóki nie będzie miała czarnego. Zniecierpliwiona, sięga do swojej torebki i wyjmuje z niej – jak na prawdziwego designera przystało – dwustronny profesjonalny pisak. Czarny. Z niezwykłą starannością kaligrafuje wpisy w podsuwane jej katalogi. Każdemu inny.

 Ten długopis jest za cienki
– pani architekt odmawia współpracy z niedoskonałym tworzywem

Poproszę tylko o podpis. – mówię, uśmiechając się do Teresy Kruszewskiej, rozbawiona całą tą sytuacją. A ja pani nie znam – mówi do mnie, głęboko zaglądając mi w oczy. Tak patrzą tylko ludzie ciekawi świata i tacy, którzy sporo świata już widzieli. To prawda – odpowiadam – nie znamy się. Ale bardzo podobają mi się Pani projekty. Zamiast podpisu dostaję dedykację, która mnie wzrusza.

Jestem pod ogromnym wrażeniem projektów Kruszewskiej. Cieszę się, że mogłam ją poznać. Chcę raz jeszcze przyjść na wystawę, by na spokojnie przyjrzeć się pracom, które wyszły spod jej ręki. To niezwykle szlachetny design – proste meble o pięknej linii. Warto zobaczyć tę wystawę, gorąco polecam!

Mój faworyt na wystawie – komplet Rhode Island
 zaprojektowany w czasie rocznego stażu w amerykańskiej szkole designu

Wystawa “Teresa Kruszewska. Architekt wnętrz. Twórczość” jest otwarta w dniach 14-30 kwietnia w Salonie Akademii ASP w Warszawie. Pałac Czapskich-Raczyńskich, Krakowskie Przedmieście 5 (wejście od Traugutta). Poniedziałek-piątek 12-18, sobota 11-16.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Orska zamienia sny w biżuterię

Ania Orska miała sen. Przyśniło jej się, że zaprosi do współpracy młodych artystów, którzy – w odróżnieniu od niej, od lat zmagającej się z wszelkiego rodzaju tworzywem – zmagają się z kreską. Z dwudziestu osób, które zwróciły jej uwagę, wybrała pięć. Ich prace zaklęła w metalu. Tak powstała kolekcja REM.

Piękny naszyjnik z kolekcji REM
Wiele z tego, co śni nam się w tej fazie snu, we śnie pozostaje. Tym razem wyśniony pomysł nabrał realnych kształtów. W projekcie wzięli udział młodzi artyści: Sonia Hensler, Anka Kuprian, Robert Kuta, Mateusz Suda i Paweł Zawiślak. Każdy z nich przygotował specjalnie dla marki ORSKA swoje rysunkowe wizje, a Ania zaczarowała je w wyjątkową biżuterię.

Każdy egzemplarz z kolekcji REM nosi podpis artysty
– na tym widnieje autograf Anki Kuprian

W dzisiejszej premierze kolekcji wzięło udział dwoje młodych ‘kolaborantów’ – Anka Kuprian i Robert Kuta. Rozmawiałam chwilę z Anką – nie mogła wyjść z podziwu, jak piękną oprawę zyskały jej rysunki. Z przyjemnością słuchałam, jak cieszy się z tej współpracy. Ja cieszę się z tego, że Ania Orska pamięta swoje sny. Założę się, że to nie ostatnie z jej sennych marzeń, które spełniła. 


Ania Orska i Anka Kuprian podczas pokazu nowej kolekcji
FacebookTwitterPinteresttumblr

A concert like no other

We were strolling down Marszałkowska after a lovely dinner at Delies when we heard wonderful music coming from a little store we never noticed before. The door was open and the music was inviting. The space was tiny and already crowded with … 5 people! In we sneaked, mesmerized by the music. It turned out to be a very impromptu concert by a Polish pianist and a Gambian kora player.  This is what we saw (see pictures below). The rest is memories we will replay in our heads for a long time…

For more information on the pianist go to Marcin Masecki’s website. For more information on the Kora player we will have to wait – Buba has just moved to Warsaw. For impromptu music events and a wide selection of CDs and vinyl records visit Rubicon music store at Marszałkowska 8.
To listen to the recorded jam set, click here.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Nowe biuro

Po wielu miesiącach poszukiwań, odwiedzeniu wielu miejsc i odrzuceniu wielu, których odwiedzać nie było warto – operacja NOWE BIURO została zakończona z sukcesem! 
Od kwietnia mamy nowe biuro przy ulicy Pańskiej w Warszawie – w samym centrum, tuż przy powstającej II linii metra, wśród przedwojennych kamienic noszących ślady historii 
i jednocześnie w cieniu wyrastających wokół nowych biurowców. Uwielbiam takie połączenia starego z nowym. Za to kocham Warszawę – jej tkanka poprzetykana jest czerwoną przedwojenną cegłą połączoną z metalem i szkłem. Pulsuje tu i ówdzie wspomnieniami, a jednocześnie z niezwykłą plastycznością kreuje nowe miejsca, w których rodzi się nowy naskórek miasta.
Nasze biuro mieści się w starej kamienicy, która za chwilę zupełnie zmieni swój wygląd, gdyż właśnie rozpoczęto odnawianie elewacji. Zanim się obejrzymy, kamienica nabierze modnego sznytu. Trochę mi szkoda ceglanych plam, które wystawały spod tynku, ale na szczęście pozostał mi widok na sąsiednią kamienicę, a ta nie wygląda, jakby kiedykolwiek miała zostać odnowiona. Tym milszy, że właśnie odkryłam pęd winorośli, który na razie nieśmiało zagląda przez okno, choć czuję, iż z kolejnymi promieniami wiosennego słońca bez pytania rozkwitnie, zasłaniając częściowo widok. A niech mu będzie! W końcu nie każdy ma ten luksus posiadania własnego winogrona.
W internecie znalazłam informację, iż ulica Pańska została wytyczona około 1757 roku 
i – zanim w 1770 roku nadano jej oficjalną nazwę Pańska – początkowo nazywana była Nową bądź Wspaniałą. To chyba dobra wróżba na nowe biuro?

Nasza kamienica przed renowacją.
Wizję biura konsultowałam z projektantką wnętrz Olgą Adler
Dzięki Oldze wprowadziliśmy kilka ciekawych rozwiązań.
Olga, dzięki, że wpadłaś!
Między spotkaniami kontrolowałam postęp remontu.
Nie obyło się bez kilku wizyt w IKEI.
Tutaj sprawdzam, czy zmieszczę się w lustrze:)
 W poszukiwaniu  mebli wybraliśmy się też na bazar na Kole.
Na zdjęciu nasze znalezisko – stolik z lampą z lat 50-tych.
Więcej zdjęć z tej wyprawy na blogu 77 Creative.
Zaprojektowany przez 77 Creative plakat zdobi kuchnię w nowym biurze.
Pierwsze kreatywne chwile przy nowym biurku.

FacebookTwitterPinteresttumblr

Premiera Gubi w Red Onion

W gościnne progi Red Onion zawitała kolejna marka reprezentująca światowy design. Duńska firma Gubi, bo o niej mowa, od ponad 40 lat buduje niezwykle spójne porfolio. Znajdziemy w nim ponadczasowe lampy Bestlite, zaprojektowane w latach 30-tych przez brytyjskiego designera o nazwisku Best (z takim nazwiskiem nie mógł nie odnieść sukcesu), intrygujące ‘kobry’ i ‘koniki polne’ autorstwa szwedzkiej projektantki Grety Grossman, czy ażurowe krzesła Nagasaki, spotykane w paryskich kawiarniach, projektu Francuza Mathieu Mategot.

 

Lampy Cobra, projekt Greta Grossman

Lampy Grasshopper, projekt Greta Grossman

Krótką historię Gubi oraz plany na najbliższe lata przedstawili Allan Torp i Stine Bruun Oreby z kopenhaskiej centrali firmy. Dowiedzieliśmy się, że równolegle z wprowadzaniem kolejnych reedycji kultowych projektów z połowy XX wieku, Gubi planuje też poszerzać ofertę we współpracy ze współczesnymi designerami. Dotychczasowa historia firmy pozwala sądzić, że będą to designerskie rarytasy.

Chwilę po premierze – ze Stine i Allanem z Gubi

Dziennikarze, którzy przybyli na premierę, mieli nie tylko szansę jako pierwsi obejrzeć kolekcję, ale także wylosować kultową lampę Bestlite. Do jej znanych posiadaczy należał m.in. Winston Churchill. Dołączyły do niego właśnie 3 osoby – wśród nich Sebastian Kustra, dumnie prezentujący swoją zdobycz na zdjęciu poniżej.

Sebastian Kustra oraz jego lampa Bestlite BL3

Pierwsze relacje z premiery Gubi można przeczytać na stronie DesignAlive oraz blogu Heathrow Speaking After Dark. Więcej zdjęć znajdziecie na facebooku.

Buszująca w Red Onion
– Maya, aka Heathrow Speaking After Dark
FacebookTwitterPinteresttumblr